Szybko oderwałam się od Leona. My nie możemy. Może i Karen jest wredna, i może Verdas z nią zerwał, ale nie zasługuje na takie traktowanie. Tym bardziej, że również jest obecna na weselu.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho i szybko wyszłam z sali. Muszę chwilę pobyć sama.
Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Tak, to dobry pomysł.
- Palisz? - usłyszałam zdziwiony głos szatyna. Na moich ramionach poczułam ciepłe okrycie. Spojrzałam na nie i dostrzegłam marynarkę mężczyzny.
- Zdarza się. - odpowiedziałam krótko. - Leon, ja przepraszam za tę sytuację.
- Dlaczego mnie przepraszasz? To ja Cię pocałowałem.
- Tak, ale Karen...
- Zerwałem z nią przeiceż. - przerwał mi.


