piątek, 19 lutego 2016
Rozdział 5 ~ „Mój organizm potrzebuje tego gówna.”
Niedługo po tym byłam już w domu, siadłam na łóżku i jak najszybciej sięgnęłam po strzykawkę. Nie patrzyłam jaką ma zawartość. Bez zastanowienia wbiłam ją w żyłę i szybkim ruchem opróżniłam ją do swojego organizmu. Włożyłam pustą strzykawkę pod poduszkę.
-Violetta. – Usłyszałam jego głos, chciałam uciekać ale zatrzymał ręką drzwi. Wstrzymałam powietrze. – Nigdy bym Cię nie skrzywdził. – Powiedział. – Ze mną jesteś bezpieczna.
-A ataki zwierząt? – Zapytałam, po czym się odwróciłam.
-Sprawki Leona. – Wiedziałam, że mówi szczerze. Nie wiem jak i dlaczego ale to wiedziałam. – Jestem wampirem, ale nie piję ludzkiej krwi, on tak. Wszystko Ci wytłumaczę, tylko proszę nie mów nic nikomu.
-Jak możesz o to prosić? – Zapytałam go.
-Zrozum Violu ta wiedza jest groźna. – Mówił. – Możesz mnie znienawidzić, ale proszę żebyś mi zaufała.
-Odejdź. – Wyszeptałam. Zaczynałam czuć działanie morfiny, za bardzo, za dużo. – Proszę idź. – Musiałam coś wymyślić, aby mnie zostawił w tym momencie. – Jeżeli chcesz mnie chronić to odejdź. – Miałam łzy w oczach, nie chciałam tego naprawdę. Zaczęłam się do niego przywiązywać.
-Nigdy tego nie chciałem. – Widziałam w jego oczach ból. – Nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić Violetto. – Odwrócił się i zrobił krok do tyłu, a ja zaczynałam tracić świadomość, organizm dostał za mało bądź za dużo ćpania, teraz już sama nie wiem. W co ja się wjebałam? Osunęłam się po drzwiach. – Co się dzieje? – Odwrócił się i chwilę później był przy mnie.
-Muszę na łóżko. – Tak bardzo nie chciałam, żeby o tym wiedział. Posadził mnie na wcześniej wymieniony przedmiot, z pod poduszki wyjęłam strzykawkę a z pod łóżka morfinę. Przyglądał mi się uważnie. Napełniłam strzykawkę i podałam sobie zawartość.
-Co ty robisz?! – Krzyknął, a dalej film mi się urwał.
Sobota, w końcu. Obudziłam się przed południem, uwielbiam spać. Spałabym dłużej ale nie mogłam, mój organizm domagał się morfiny. Sięgnęłam po strzykawkę z zamkniętymi oczami, poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Otworzyłam oczy, co on tutaj robi? Pytałam siebie w myślach, ale dopiero po chwili przypomniałam sobie o wczorajszych wydarzeniach.
-Przepraszam za wczoraj. – Odezwałam się pierwsza, byłam trochę speszona. Wiedział, że ćpam, widział to wczoraj.
-Ja też. – Odparł. – Tego szukasz? – Zapytał pokazując mi strzykawkę. – Patrzyłam na niego zmieszana. – Ćpasz? – Nie odpowiedziałam. – Musisz coś z tym zrobić, nie możesz się w ten sposób wykańczać. Potrzebujesz odwyku.
-Nie. – Rzuciłam.
-Tak i nawet Ci go załatwiłem. – Odparł.
-Co? – Nie mogłam w to uwierzyć.
-Nie pozwolę, żeby to gówno Cię niszczyło. Zależy mi na Tobie. – Zależy mu na mnie? Nie mogę w to uwierzyć.
-Naprawdę? – Zapytałam go słabym głosem. Mój organizm naprawdę potrzebował tego w tej chwili. Chyba wczoraj przedobrzyłam, a teraz potrzebuję tego gówna więcej i więcej.
-Tak. – Odpowiedział. Uśmiechnęłam się, a moje oczy zaczęły się zamykać. – Co się dzieję? – Zapytał.
-Mój organizm potrzebuje tego gówna. – Wyszeptałam. Wziął mnie na ręce, a po chwili staliśmy przed szpitalem.
-Za chwilę wszystko będzie w porządku. – Szepnął, po czym pocałował mnie w czoło i wszedł do budynku.
W szpitalu zrobili mi odtrucie, byłam czysta. To dziwne uczucie. Nie pamiętałam go. Właśnie przypominam sobie jak to jest kiedy nie mam w sobie majki. Kiedy nie ciągnie mnie ona do następnej dawki. Jeżeli będę silna wyjdę ze ćpania i wszystko będzie tak jak kiedyś. Tylko jak ja mam do tego nie wrócić? Przecież to się stało częścią mojego życia. Za kilka godzin będę mogła stąd wyjść. Jayden siedzi przy mnie. Jest zły.
-Dlaczego? – Zapytał mnie.
-Nie rozumiem. – Odparłam zgodnie z prawdą.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi, że ćpasz? Nie wyglądałaś na taką, naprawdę. – Był chyba załamany.
-Przepraszam. – Szepnęłam.
-Patrzę na Ciebie teraz i nie wiem. Nie wiem co powiedzieć. Boli mnie to, tylko nie wiem dlaczego tak naprawdę. Znam Cię kilka dni, czuję jakbym znał Cię całe moje życie. -Wyznał.
-Chodź. – Siadłam i przytuliłam go do siebie. – Mi też na Tobie zależy.
-Mogę Cię o coś zapytać? – Odezwał się po chwili Jayden.
-Tak? – Oderwałam się od niego.
-Skąd wiedziałaś o tym.. – Urwał, rozejrzał się dookoła. – O tym czym jestem? – Zapytał niemal niesłyszalnie.
-Emm.. Francesca. – Odparłam.
-Czyli jest prawdziwą czarownicą z Salen? – Zapytał mnie.
-Co? – Byłam zdezorientowana. – Czyli to co mówiła Shanon to prawda?
-Mówiła wam o tym już wcześniej, tak?
-Tak, ale braliśmy to sobie zawsze na żarty. – Wyznałam. – Nigdy nie przypuszczałam, że jakieś nadnaturalne istoty żyją wśród nas.
-Ty jesteś jedną z nich. – Wybełkotał.
-Słucham? – Co? Nie rozumiem, jak to?
-Jesteś jednym z sobowtórów. – Patrzyłam na niego zdziwiona. – Kiedyś Ci wytłumaczę. Mam pomysł.
-Jaki? - On to potrafi zmienić temat.
-Zróbmy dzisiaj kolację, powiemy Fran o tym wszystkim. Wiem, że to byłoby dla Ciebie trudnym mieć sekret przed najlepszą przyjaciółką. – Jest taki kochany.
-Czytasz w myślach? – Zapytałam szczęśliwa.
-Naoglądałaś się za dużo Sagi Zmierzch. – Zaśmialiśmy się. Uwielbiam go, naprawdę.
Wieczorem szykowaliśmy u mnie kolację razem z Jaydenem i bawiliśmy się przy tym wspaniale. Zaprosiliśmy Fran oraz Ludmi. Blondynka ma przyjść na późniejszą godzinę, uznaliśmy, że o wszystkim powiemy jej nieco później.
Kiedy już wszystko było przygotowane usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, spojrzałam na zegarek, punktualnie. Jak nigdy. Razem z Jayem poszliśmy otworzyć.
Czekając na Ludmiłę powiedzieliśmy o wszystkim Fran. Na początku była zdezorientowana, ale wszystko dobrze zrozumiała. Zostało jeszcze o wszystkim powiedzieć Lu, ale z tym jeszcze trochę poczekamy. Niedługo po naszej rozmowie przyszła blondynka i zasiedliśmy razem do kolacji. Kiedy skończyliśmy jeść, zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiona poszłam otworzyć, przecież nikogo się nie spodziewałam. Otworzyłam drzwi, w których ujrzałam Leona.
-Hej. - Uśmiechnęłam się, nie rozumiejąc sytuacji.
-Hej Leon, chodź. - Pojawiła się przy mnie Ludmi. - Kiedy tu szłam spotkałam brata Jaydena. Pomyślałam, że należałoby się z nim lepiej zapoznać, mam nadzieję, że nie jesteś zła. W końcu to brat twojego Romeo. Dlaczego stoisz przed domem? Wejdź. - Mówiła blondyna. Jak zwykle buzia jej się nie zamykała.
-Wolałbym, aby właścicielka tego pięknego domu mnie zaprosiła, nie chciałbym się napraszać. - Odezwał się w końcu zielonooki chłopak.
-Wejdź. - Powiedziałam, Jayden mówił mi, że wampir może wejść do danego domu tylko po zaproszeniu przez właściciela. Czy to dobry pomysł zapraszać go? Przecież jest krwiopijczym wampirem.
-Dziękuję. - Odparł i wolno przełożył nogę przez próg, dostawił drugą i rozejrzał się.
-Tam, prosto, do jadalni. - Nakierowałam go i poszłam za nim oraz moją przyjaciółką do reszty. - Patrzcie kto wpadł. - Rzekłam stając obok krzesła Jaya, spojrzałam na niego znacząco, chociaż sama nie wiedziałam o co mi chodzi.
-Leon, co tu robisz? - Zapytał Jayden z uśmiechem.
-Tak wpadłem, Barbie mnie zaprosiła. - Spojrzał na Ludmiłę. Barbie? Okey. Nie wiedziałam jak się zachować.
-Jesteś głodny? - Zapytałam Leona.
-Nie dziękuję, niedawno jadłem. - Odpowiedział.
-Dobrze, może w takim razie chodźmy do salonu, włączymy jakiś film, zrobię popcorn. Co wy na to? -Zaproponowałam, a każdy się ze mną zgodził. Wszyscy ruszyli do pokoju, a chłopaki zostali.
-Po co tutaj przyszedłeś? - Zapytał Leona Jay.
-Tak sobie, z nudów. - Uśmiechnął się starszy z braci.
-Tak sobie, z nudów, to mogłeś iść do baru i poznać nową laskę. - Zdenerwował się młodszy Verdas.
-Ej chłopaki spokojnie, okey? - Wtrąciłam się. - Idźcie do reszty. Chociaż, Jayden, mógłbyś mi pomóc?
-Okey. - Leon poszedł do salonu.
-O co chodzi? - Szepnęłam do Jaya.
-Nie wiem, jak tu jest to lekko boję się, że coś się stanie. - Wyznał.
-Wszystko będzie okey, niedługo i tak wszyscy pójdą. - Próbowałam go pocieszyć.
-Ale zrozum, zaprosiłaś go, teraz może w każdej chwili wejść do tego domu, rozumiesz? - No tak, zapomniałam. Ale zielonooki nie wydaje się wcale taki zły. Chciałabym poznać go bliżej. Westchnęłam, wzięłam popcorn i razem poszliśmy do reszty.
Kiedy skończył się film rozmawialiśmy w salonie, o wszystkim i o niczym, ogólnie była fajna i luźna atmosfera. Nawinął się temat o wypadku moich rodziców, śmierci rodziców Verdasów oraz Sophie. W sumie dobrze nam się razem rozmawiało. Leon nie jest taki zły.
-Dobra idę zmywać naczynia. - Odezwałam się i wstałam.
-Może Ci pomogę? - Zapytał Jayden.
-Nie spokojnie, jest tego mało. Dam radę. - Powiedziałam i poszłam do kuchni, a po kilku minutach pojawił się w kuchni Leon.
-Jeszcze jedna. - Pokazał mi szklankę.
-O dzięki. - Odparłam, podał mi ją ale wypadła z mojej ręki. Jednak on szybko ją złapał, wiedziałam już o co w tym chodzi, wampirze tempo. Zastanawiam się czy starszy Verdas zdaje sobie sprawę z tego, że wiem czym jest. - Brawo. - Zaśmiałam się. Postanowiłam go zmylić i wzięłam od niego przedmiot.
-Lubię cię. - Wyznał chłopak. - Jesteś wesoła. Przy Tobie Jayden znów się uśmiecha. - O co mu chodzi? Zowu będzie mówił o Sophie? Może ja zacznę, może czegoś się o niej dowiem.
-Wcześniej mówiłeś mi o.. - Udałam, że zapomniałam już o niej. - Sophie. - Dokończyłam na co on przytaknął dając mi do zrozumienia, abym mówiła dalej. -Jak umarła?
-W pożarze. - Oznajmił.
-Kiedy? - Zapytałam. Wiem, ze Jay przeżył już półtora wieku, zastanawiam się kiedy Sophie żyła, ale od Leona raczej się tego nie dowiem.
-Mam wrażenie jakby to było wczoraj. - Wyznał, na co ja westchnęłam.
-Jaka była? - Musiałam zapytać, nie wytrzymałam.
-Piękna, podobna do Ciebie. - Mówił. - A czasem skomplikowana, samolubna, nie miła ale seksowna i uwodzicielska.
-Który z was spotykał się z nią pierwszy? - Zapytałam bez zastanowienia, na co on się zaśmiał.
-Domyśliłaś się. - Jest taki przystojny. - Spytaj Jaydena, jego odpowiedź będzie się różnić od mojej. - Nie odpowiedziałam. - Dobra idę do reszty, nie chce przeszkadzać. - Ruszył w stronę salonu.
-Przykro mi. - Wypaliłam, zatrzymał się i odwrócił. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. - Z powodu Sophie. Ty też ją straciłeś. - Patrzyliśmy na siebie nie odzywając się. Po chwili do kuchni weszła Francesca.
-Pomóc? - Przerwała niezręczną ciszę.
-Jasne. - Opowiedział Leon, a ja przytaknęłam. - Idę do Jaya i Ludmiły. - Rzucił chłopak i wyszedł, a my z Fran zajęłyśmy się sprzątaniem
_______________________________________________________
I oto już 5 :)
Nie wiem dlaczego nie komentujecie, ale trudno.
Ja was do tego zmuszać nie mogę :)
Życzę wszystkim miłego czytania ;*
Andzi xx ;*
niedziela, 7 lutego 2016
Rozdział 4 ~„ Wzeszło słońce i wróciła rzeczywistość.”
Nie poszłam do szkoły, dlaczego? Nie mam pojęcia, chyba za dużo zaćpałam wczoraj. Powiedziałam Angie, że się źle czuję. Do południa leżałam w łóżku, później wykąpałam się, zjadłam małe śniadanie i wyszłam do Francescy.
Razem z przyjaciółką chodziłyśmy po parku i jak co piątek rozdawałyśmy ulotki do knajpy, dostawałyśmy za to jakieś pieniądze. Oczywiście nie było ich zbyt wiele, robiłyśmy to tylko trzy razy w tygodniu, ale zawsze miałyśmy jakieś swoje oszczędności. Właściwie nie wiem po co to robiłyśmy, chyba z nudów. Nasze rodziny są okropnie bogate, ale taka praca jest dla nas idealna, lekka, spędzamy razem czas i chodzimy sobie w tą i z powrotem.
-Nie zadzwonił? – Zapytała Fran bo krótkiej chwili ciszy. Opowiedziałam jej historię z wczorajszego wieczoru. Nadal nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim.
-Nie zadzwonił, nie napisał. Nie odezwał się od wczoraj. – Odpowiedziałam lekko załamana.
-Widzisz? – Moja towarzyszka się zatrzymała.
-Co? – Zdziwiłam się i odwróciłam się do niej.
-Stoi tam. – Szepnęła. Odwróciłam się i zobaczyłam Jaydena po drugiej stronie trawnika oddzielającego od siebie chodniki. – Idź do niego.
-Jesteś pewna? – Zapytałam, na co ona kiwnęła głową. Dobra, raz kozie śmierć, trzeba sobie coś wytłumaczyć. Ruszyłam w jego stronę, posłał mi uśmiech i zaczął iść w moją.
-Hej. – Powiedziałam nieśmiało kiedy spotkaliśmy się w połowie drogi.
-Hej. – Powtórzył po mnie. – Przepraszam za wczoraj. Nie byłem sobą. – Odezwał się po chwili.
-Często przepraszasz. – Zaśmiał się.
-Przepraszam, że na Ciebie wtedy wpadłem. – Teraz i ja się zaśmiałam.
-Właśnie. – Posłał mi uśmiech.
–Chcę żebyś wiedziała, że nie byłem na Ciebie zły, bardziej na Leona. – Wyznał.
-Jayden Verdas? – Zapytał mężczyzna w podeszłym wieku podchodząc do nas. – Ja Cię znam, nic się nie postarzałeś. – Nie odrywał od niego wzroku, a ja stałam i patrzyłam na nich jak na coś do tej pory mi nie znanego.
-Musiał mnie pan z kimś pomylić. – Chłopak odpowiedział starcowi.
-To nie możliwe, pamiętam Cię, w latach 60. byliśmy przyjaciółmi, nigdy nie zapomniałbym tej twarzy. – Spojrzał na mnie speszony i jeszcze raz na Jaydena. – Porozmawiamy później, miło Cię widzieć. – Odszedł.
-O co tu chodzi? – Zapytałam nie rozumiejąc.
-Jest stary, możliwe, że coś sobie po prostu uroił. – Przytaknęłam. – Wróćmy do rozmowy.
-Tak, masz rację. Dlaczego go nie poznałam lepiej? – Zapytałam chłopaka.
-Leona? Nasze relacje są zbyt skomplikowane.
-Jak w rodzeństwie, wiem jak to jest mieć brata. – Nie odpowiedział, wciągnęłam głośno powietrze. –Powiedział mi o twojej byłej. – Zrobiłam przerwę. – Sophie.
-Co mówił? – Zapytał po krótkiej chwili.
-Że złamała Ci serce. – Patrzył na mnie ale ja starałam się uniknąć jego wzroku.
-To było długi czas temu. – Próbował się wytłumaczyć.
-Strata pozostaje w człowieku na zawsze, ból jedynie się zaciera. – Nie chciałam na niego patrzeć. Złapał mnie za rękę.
-Hej. – Szepnął. – Spójrz na mnie.
-W porządku, rozumiem. Nawet nie wiesz jak bardzo. Trudny brat – znam. Skomplikowana była – też znam. Myślę, że w takiej sytuacji nie da się rozważać nas. Mam to samo, naprawdę. Trudno, poznaliśmy się, pogadaliśmy. Znamy się krótko, ale było pięknie. Teraz wzeszło słońce i wróciła rzeczywistość. – Patrzyliśmy na siebie przez pewien czas, nikt się nie odezwał. – Więc.. – Spojrzałam na niego, posłałam mu trochę zawiedziony uśmiech i odeszłam. Wróciłam do przyjaciółki siedzącej na ławce.
-I? – Odezwała się kiedy stanęłam przed nią.
-I nic. – Rzuciłam. – Chodź rozdać to wszystko i lecimy do domu. – O nic więcej nie pytała i za to ją uwielbiałam. Zrobiłyśmy tak jak mówiłam, a po trzech godzinach byłam już w domu.
Zrobiłam sobie kanapkę i siedząc przy stole ciągle zastanawiałam się nad tym dzisiejszym mężczyzną, który do nas podszedł. Nie wierzę w życie wieczne, ale to jest bardzo skomplikowane. Wizja Francescy, a dodatkowo jeszcze ten starzec. Nie wiem co o tym myśleć, czym on może być, chciałam z nim o tym przecież porozmawiać, ale nie było mi dane. A teraz już chyba z nim nie porozmawiam w ogóle, przecież dałam sobie spokój z tym wszystkim. Tylko dlaczego? Prawda jest taka, że chce tego cholernie. Zjadłam kanapkę i zaczęłam wchodzić po schodach na górę. Jakoś zachciało mi się jeść. Może jeszcze nie jestem wpiepszona całkiem w to ćpanie.
Kiedy szłam do swojego królestwa zobaczyłam kogoś w pokoju mojego brata szperającego w biurku.
-Lucas? – Zapytałam.
-Nie, ja. – Odezwała się moja ciocia.
-Co robisz? – Zdziwiłam się.
-Zmieniam się w monstrum. – Powiedziała, wyglądała na złą. – Pogwałcam prywatność piętnastolatka. – Trochę się zdziwiłam. Przeszła przez pokój i zatrzymała się przy jego butach, dokładniej glanach. Wyjęła bongo, w którym pali się marihuanę. Czy mój brat też się już wpiepszył? – Mam. Od lat te same kryjówki. Kiedy byłam w jego wieku też się tak robiło. – Wyznała.
-Jak do tego doszło? – Nie mogłam zrozumieć. Niby każdy wszystko wie w tym mieście, to dlaczego ja dowiaduje się o tym, że mój brat ćpa praktycznie na końcu?
-Byłam dzisiaj na wywiadówce u Lucasa. Jego wychowawca lekko mnie zgnębił. Powiedział mi o nim trochę i zarzucił mi, że nie umiem się nim zająć. Rozumiesz? – Naprawdę była zła.
-Dallas? To do niego podobne. – Westchnęłam. Nikt nie lubił nauczyciela geografii.
-Wiedziałam, że nie dam rady. – Powiedziała wyjmując kolejny dziwny przedmiot z jego szuflady.
-Nie. Przestań. Dobrze Ci idzie ciociu, naprawdę. – Próbowałam ją trochę uspokoić.
-Nie Violu, fatalnie. – Nie dawała za wygraną. – Dlaczego? Bo nie jestem nią. Nie jestem waszą matką. Dla niej wszystko było prostsze, nauka, studia, praca, a co najważniejsze rodzina, małżeństwo, wy. – Patrzyłam na nią w ciszy. – Ja tak nie umiem. Wszystko tak łatwo jej przychodziło, nie dlatego, że miała szczęście. Dlatego, że we wszystkim dawała sobie radę sama, bez niczyjej pomocy. To wszystko było dla niej, uwielbiała rozwiązywać problemy i była idealną matką. Nie daje rady wam jej zastąpić Violetto. Staram się, ale ciągle coś mi nie wychodzi. Popełniam kolejne błędy, a z nim jest coraz gorzej. Przeze mnie, nie potrafię mu pomóc. – W tej chwili pomyślałam o sobie, przecież ze mną jest jeszcze gorzej, wciągnęłam się w majkę. W narkotyki twarde, ciężkie. Ale przecież to nie jest jej wina, po prostu nie mogłam sobie poradzić, z tym, że straciłam ich, rodziców. – Nie dam rady, to jest niemożliwe, żeby mi się udało.
-Angie, przemawia przez Ciebie strach. Ty się po prostu boisz, tak samo jak my wszyscy. – Mówiłam do niej. – Damy sobie radę, jak zawsze. – Pomyślałam o Jaydenie, ja się boje związku z nim. Jeżeli nie spróbujemy wszyscy, jeżeli nie damy sobie szansy, będziemy cierpieć. – Przepraszam, ale muszę wyjść. – Pokiwała głową. – A ty przestaniesz się gryźć? – Przytknęła. Wyszłam z domu, wsiadłam do mojego samochodu a po chwili już byłam w drodze.
Kwadrans później stałam przed drzwiami posiadłości Verdasów. Zadzwonić czy nie? Jezu przecież po to tu przyszłam. Nacisnęłam dzwonek do drzwi, chwilę później otworzyły się, a w nich stanął Jayden. Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-Wejdź. – Na szczęście odezwał się pierwszy.
-Ładne gwiazdy widać. – Powiedziałam i wróciłam na werandę. Przyszedł za mną. – Przepraszam za najście i za te dzisiejsze głupie teksty.
-Dobrze, że jesteś. Szukałem Cię. Głupio wyszło. – Patrzył na mnie tymi swoimi cudownymi oczami.
-Wróciłam do domu i miałam zrobić to co zawsze. Zamknąć się w pokoju i pisać w pamiętniku, ale kiedy go otworzyłam zdałam sobie z sprawę, że to co chciałam napisać powinnam powiedzieć. – Wyznałam.
-Co chciałaś napisać? – Zapytał.
-Na przykład.. – Westchnęłam. – Kochany pamiętniku. Wmawiałam sobie, że można się poddać. Nie ryzykować. Pozostawić wszystko bez zmian myśląc, że to jeszcze nie czas na nie. Ale zrozumiałam, że usiłuję uciec od prawdy, a ona jest taka, że się po prostu boję. Jeśli dam sobie prawo do chociaż chwilowego szczęścia, to cały świat runie, dlatego później je od siebie odpycham.
-Wiesz co ja chciałem napisać? – Przytaknęłam dając mu znak, aby mówił. – Poznałem dziewczynę. Gadaliśmy, było wspaniale, a potem wzeszło słońce i wróciła rzeczywistość. To jest rzeczywistość, tutaj. – Patrzyliśmy na siebie i po chwili zaczął się do mnie zbliżać. Był coraz bliżej, aż w końcu nasze usta się zetknęły. Pocałował mnie, a ja oczywiście to odwzajemniłam. Ten facet jest naprawdę idealny. -Chcę żeby było między nami dobrze. – Powiedział kiedy się od siebie oderwaliśmy.
-Ja też. – Odparłam zgodnie z prawdę. – Przepraszam, że psuję tą chwilę. Ale przyszłam wczoraj do Ciebie, żeby porozmawiać.
-W takim razie słucham? – Patrzył na mnie z ogromnym zainteresowaniem.
-Chciałam zadać Ci dość dziwne pytanie. – Lekko się speszyłam.
-Mów Violetto. – Dodawał mi otuchy.
-Jayden.. - Urwałam. - Czym Ty jesteś? – Zdziwił się. Patrzył na mnie i nie drgnął. – Czym jesteś? – Czekałam jak idiotka aż w końcu odpowie.
-Wiesz. – Oznajmił po dłuższej chwili.
-Nie, nie wiem. – Powiedziałam.
-Tak, wiesz. – Czyli co? Moje myśli jednak się sprawdziły? – Inaczej by Cię tu nie było. – Pokręciłam szybko głową.
-Niemożliwe. Nie. – Zaczęłam się bać. Zrobił krok w moją stronę, na co ja zdenerwowana zrobiłam krok w tył.
-Wszystko co wiesz i w co wierzysz zmieni się. Jesteś na to gotowa? – Nie wiem już o co tu chodzi, nie odpowiedział na moje pytanie, a tak bardzo chce usłyszeć to z jego ust.
-Czym jesteś? – Ponowiłam pytanie. Zacisnął usta w cienką linię.
-Jestem wampirem. – W końcu to usłyszałam, nie, nie, nie.. Głowa mi już od tego wszystkiego pęka. Co dalej? Mam zostać czy odejść? Patrzyłam na niego, był tym samym chłopakiem, którego poznałam we wtorek, a jednak zupełnie kimś innym. Jezu..
-Nie potrzebnie przyszłam. – Wydukałam i zaczęłam iść w tył.
-Zaczekaj. – Powiedział.
-Nie. – Zaczęłam biec do auta ale w mgnieniu oka Jay pojawił się przede mną.
-Jak Ty? Jak Ty to zrobiłeś? – Byłam zdziwiona i chyba coraz bardziej przerażona.
-Nie bój się Violetto. – Chciałam już być w domu, spać otulona w ramionach majki. – Są sprawy, o których musisz się dowiedzieć, które muszę Ci wyjaśnić, musisz je poznać i zrozumieć. – Mówił do mnie. Nie chciałam już nic wiedzieć, nie dzisiaj, na tą chwilę już mam tych informacji za dużo. Ominęłam go, wsiadłam do mojego samochodu i odjechałam.
_______________________________________________________________
No to jest czwórka.
Jak widzicie dzieję się coś złego.
Co wydarzy się dalej?
Jayden odpuści? Czy jednak ją zatrzyma?
A może Leon zainterweniuje, żeby tylko świat się nie dowiedział?
Co z Jeydenem i Violettą? Jak ich losy potoczą się dalej?
Kiedy w końcu między Leonem, a Violettą pojawi się chemia?
A może już się coś pojawiło kiedy rozmawiali?
Wszystkiego dowiedziecie się w kolejnych rozdziałach.
Pytanie do wszystkich. BARDZO WAŻNE.
Czy odpowiada wam wątek z wampirami?
Czy wolelibyście normalne opowiadanie o normalnych ludziach?
Na te pytania proszę odpowiedzieć w komentarzach. Byłabym bardzo wdzięczna.
Do zobaczenia w następny piątek.
Dziękuję, że to czytacie.
Milutkiej niedzieli :)
Andzi xx :*
piątek, 22 stycznia 2016
Rozdział 3 ~„ Już wiem co go tak wzięło.”
Nie mogę w to uwierzyć. Dlaczego w moim życiu musi być ktoś taki jak Leon. Staram się, próbuję żyć jak normalny człowiek, a on pojawia się tam gdzie nie ma dla niego miejsca i przypomina mi to kim jestem.
Żyję już 154 lata, a on większą część z tego zniszczył. Jak to jest możliwe, że mimo, iż nie robi nic złego tak bardzo boję się tego, że Violetta może go pokochać.
Wróciłem tu do Los Angeles po 40 latach tylko po to, żeby ją poznać bliżej. Od dnia wypadku nie mogę przestać o niej myśleć. Ciągle mam jej twarz przed oczami. Jest niczym anioł. Chcę być z nią, pragnę jej szczęścia, chcę aby była szczęśliwa ze mną, ona jest dla mnie furtką do prawdziwego ludzkiego życia. Gdybym miał ją niczego w życiu by mi nie brakowało.
Jestem półtorawiekowym wampirem i przez te lata nie mogłem być szczęśliwy, ponieważ mój brat niszczył mi życie. Zaczęło się to od chwili kiedy byliśmy jeszcze ludźmi. Pewna dziewczyna omotała nas, obaj się w niej zakochaliśmy. Przemieniła nas w te nadnaturalne istoty, a później zostawiła nas. Upozorowała swoją śmierć. Leon zakochał się w niej bardziej niż się da, ona jednak kilka dni przed swoją ucieczką wyznała mu, że zakochała się we mnie. Mój brat był dla niej tyko zabawką. Leon znienawidził mnie za to. Jesteśmy braćmi, chociaż nie jest z nami idealnie, zawsze pomagamy sobie, a jeden za drugiego jest w stanie oddać swoje życie.
Rano jak zwykle wstałem, wziąłem prysznic, a kiedy szykowałem się na dzisiejsze zajęcia do mojego pokoju wszedł mój starszy brat.
-Siemka Jay.– Rzucił zadowolony.
-Czego chcesz? – Zapytałem go od razu.
-Czy ja zawsze muszę czegoś chcieć? – Posłał mi ten swój irytujący uśmieszek.
-Kiedy wchodzisz do mojego pokoju o tej godzinie to jasne, że robisz to po coś. Zwykle o tej porze masz jeszcze panienkę, którą żywisz się, następnie uzdrawiasz i odsyłasz do jej dawnego życia. – Mówię teatralnie, a na zakończenie wywracam oczami i patrzę na niego z obrzydzeniem.
-Dobra może i masz rację. – Westchnął z uśmiechem. – Chodzi mi o tą dziewczynę, z którą wczoraj byłeś. – Spojrzałem na niego pytająco, nie ukazując mojego zdenerwowania. Nie, nie, nie. Błagam odczep się od Violetty. – To ta, którą uratowałem z rzeki kilka miesięcy temu?
-Tak Leon, to dokładnie ta sama. Przypominam, że Ci pomogłem.– Do czego on zmierza? Irytuje mnie ten człowiek.
-Tak, tak. To mało istotne. – Rzucił. – Wróciłeś do tego miejsca dla niej, prawda?
-Co Ciebie to obchodzi Leon? – Odpowiedziałem mu pytaniem na pytanie. – Trzymaj się od niej z daleka, okey? Nie zbliżaj się do Violetty. – Powiedziałem.
-Uznam to za zachętę. – Uśmiechnął się. Aby nie walnąć go w tej jego irytujący pysk ubrałem się wampirzym tempem, wziąłem torbę i po chwili znalazłem się przed domem. Ciągle zastanawiałem się czego on od niej chce. Po co pytał o te rzeczy? Czy on da mi w końcu spokój?
*****
Połowa lekcji za mną, razem z moimi przyjaciółkami idziemy po lunch i wychodzimy na powietrze. Siadamy przy naszym stoliku jedząc wygrzewamy się na słońcu. Taka przerwa między lekcjami jest wspaniała. Kiedy siedzimy przychodzi do nas Jayden.
-Cześć dziewczyny. – Odzywa się. – Mogę się dosiąść?
-Jasne. – Odpowiadamy zgodnie. Chłopak usiadł miedzy mną i Fran.
-Jak mija dzień? – Pyta nas brunet.
-Dobrze, a Tobie? – Mówię.
-Też.
-Violetta mogłabyś mi dać sól? Nie wzięłam ze stołówki. – Odzywa się ciemnowłosa.
-Jasne. – Moja przyjaciółka wyciąga rękę i lekko trąca Jaydena, po czym wzdryga się tak, jakby przeszedł ją dreszcz. Chwyta szybko solniczkę i zabiera rękę. O co chodzi?
-Dziękuję. – Mówi.
Ludmiła zwolniła się dzisiaj z dwóch lekcji, ponieważ miała wizytę u lekarza. Jej mama od małego wozi ją raz w miesiącu na wszelkie badania kontrolne. Wykorzystuję chwilę, kiedy razem z Francescą wracamy do domu i pytam ją co się stało dziś podczas lunch.
-Nie wiem o czym mówisz. – Patrzy przed siebie.
-Fran dlaczego coś przede mną ukrywasz? – Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko, nie rozumiem dlaczego teraz się tak zachowuje.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? – Pyta.
-Oczywiście.
-Dobrze. – Ciągnie mnie na ścieżkę w prawo, która prowadzi do parku. Kiedy tam docieramy siadamy razem na ławkę.
-Mów o co chodzi. – Ponaglam ją.
-Pamiętasz jak babcia mówiła mi ciągle, że nasza rodzina pochodzi z najsilniejszego rodu czarownic? – Przytaknęłam. Od dziecka mówiła nam o tym babcia Fran, Shanon, którą sama nazywałam babcią. Ale razem z włoszką zawsze myślałyśmy, że to tylko brednie. Często się z tego śmiałyśmy. – Chyba ma rację.
-Co? – Nie mogłam uwierzyć.
-Kiedy dotknęłam dzisiaj Jaydena poczułam śmierć. Przed oczami ukazał mi się dziwny znak, krew, kły, strach ludzi. – Mówiła cicho, jakby szeptem.
-Twierdzisz że jest… - Szukałam odpowiedniego słowa.
-Nie wiem czym jest, ale na pewno kimś nadnaturalnym. Boję się o Ciebie, Violu. – Wyznała.
-To jakieś szaleństwo. Porozmawiam z nim dzisiaj. Zobaczymy co mi powie. – Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę i zaraz ruszyłyśmy w dalszą drogę do domu.
Nie mogłam usiedzieć w domu, ciągle męczyła mnie ta sprawa z Jayem. Co jeśli Francesca ma rację. Nie mogę zostawić tak tego. Założyłam kurtkę i udałam się do domu Verdasów.
Ogromna posesja, wielki dom. Podeszłam do drzwi i niepewnie zadzwoniłam dzwonkiem. Nikt nie otwierał. Oparłam się lekko o drzwi, uchyliły się, więc weszłam do środka. Może to niegrzeczne, ale ciekawość wzięła górę. Szłam prosto do wielkiego salonu z kominkiem. Jejku jaki ten dom jest duży. Rozglądałam się dookoła z zaciekawieniem. Dom miał dość stare wnętrze, ale mimo to wszystko było naprawdę piękne. Usłyszałam kroki, obejrzałam się ale nikogo nie było. Stanęłam tak jak wcześniej, a przede mną znajdował się brat Jaydena.
-Przepraszam za wtargnięcie. Drzwi były otwarte. – Spojrzałam na nie, są zamknięte, to dziwne.
-Jesteś Violetta, ta z ogniska, koleżanka mojego brata. Jestem Leon, ale chyba powinnaś to pamiętać. Chodź, zapraszam. – Położył rękę na moich plecach zapraszając mnie w głąb salonu.
-Właściwie przyszłam do Jaydena. – Wyznałam.
-Domyśliłem się. Spokojnie, zaraz tu będzie. – Wydaje się być miły.
-Macie naprawdę piękny dom. – Powiedziałam rozglądając się po salonie. Spojrzał na mnie, po czym cudownie się uśmiechnął.
-Już wiem co go tak wzięło. – Wyznał. – Najwyższy czas, myślałem, że się nie podniesie po ostatniej. Że będzie już ciągle narzekającym bratem. Był zdruzgotany, długo nie mógł się pozbierać. – Mówił.
-Ostatniej? – Zdziwiłam się.
-Tak, dziewczynie, Sophie. – Dlaczego nic mi nie powiedział? – Ouu jeszcze nie poruszaliście tego tematu.
-Nie. – Rzuciłam krótko.
-Ups. – Zrobił zmieszaną minę. – Musiało w końcu wypłynąć. Może przemilczał, żebyś nie pomyślała, że szuka pocieszenia. Wiemy dobrze jak kończą się takie związki.– Próbował go usprawiedliwić ale przez te zdania mam w głowie jeszcze więcej pytań.
-Mówisz jakby wszystkie były skazane na niepowodzenie. – Rzuciłam bez zastanowienia.
-Jestem pesymistą. – Odparł. – Cześć Jayden. – Powiedział patrząc na mnie. Zdziwiona odwróciłam się i zobaczyłam za nami Jaya.
-Cześć, Violetta. – Spojrzał na brata. – Nie spodziewałem się tutaj Ciebie.
-Tak wiem, powinnam zadzwonić. A nie przychodzę tutaj bez żadnego uprzedzenia. – Zmieszałam się lekko.
-Nie wygłupiaj się, jesteś tu mile widziana. – Wtrącił się Leon, po czym uśmiechnął się do mnie. – Prawda? – Zwrócił się do brata. – Powinienem wyciągnąć rodzinne albumy. Albo filmy. – Mówił do mnie. – Ostrzegam, nie zawsze był takim ciachem. – Zaśmiał się, na co ja uśmiechnęłam się do niego.
-Dzięki, że wpadłaś Violu. – Odezwał się w końcu Jayden. Czy ja zrobiłam coś złego? – Miło Cię widzieć. – Zmieszałam się już całkiem. Nie widziałam go jeszcze takiego. Wydawało mi się, że rozzłościłam go przyjściem tu. Dlaczego?
-Amm, tak. Pójdę już. – Powiedziałam. – Miło było z Tobą porozmawiać. – Zwróciłam się do starszego brata. Podeszłam do chłopaka, do którego przyszłam porozmawiać.
-Jayden. – Nie zwrócił na mnie uwagi, ciągle patrzył na Leona. – Jayden. – Nie uzyskałam odpowiedzi. – Jayden. – Brawo, usłyszał. Przesunął się, a więc nasza rozmowa musi poczekać do jutra. Świetnie. Spojrzałam na niego i wyszłam z tego ogromnego domu nie odwracając się już.
*****
-Jak długo Violetta tu była? – Zignorował mnie.
-A co? Denerwujesz się tym? A może niepokoisz? Boisz się powtórki z przeszłości? Dlatego się bawisz w licealistę? – Postanowiłem się trochę podroczyć.
-W nic się nie bawię. – Mój braciszek się uniósł.
-Obaj wiemy, że będziesz najbliżej człowieka kiedy się nim… - Urwałem widząc złość w jego oczach.
-W co ty grasz Leon? – Zapytał.
-Może niedługo się dowiesz. – Uśmiechnąłem się do niego i ruszyłem na górę do swojego pokoju.
*****
Po powrocie do domu poszłam do kuchni, wlałam sobie soku i usiadłam przy stole.
-Ej co się stało? – Zapytała Angie wchodząc do kuchni.
-Daj spokój, chyba zarywa do mnie dlatego, że chce się pocieszyć po byłej dziewczynie. – Wyznałam.
-Nie przesadzasz? – Spojrzała na mnie.
-Angie nie wiem czy wchodzić w ten związek. – Załamałam się lekko.
-Znasz go kilka dni, daj mu trochę czasu, to uroczy chłopak. – Powiedziała.
-Tak masz rację. Zobaczymy jak to wszystko potoczy się dalej. – Zgodziłam się z nią. – Dziękuję Angie. – Przytuliłam ją, po czym odstawiłam już pustą szklankę do zmywarki i udałam się do łazienki gdzie wzięłam prysznic, po którym czułam się jakby to wszystko ze mnie spłynęło. Mimo, że czekała mnie jutro dość poważna rozmowa z Jaydenem. Wytarłam się, wysuszyłam włosy, założyłam piżamę i poszłam do swojego pokoju. Od razu po przekroczeniu progu do mojego prywatnego królestwa usiadłam na łóżku i władowałam w sobie zwiększoną dawkę morfiny w żyłę. Dzięki temu przestałam zastanawiać się nad tymi wszystkimi pytaniami, które mnie męczyły. Wszystko poszło na drugi plan. Czułam wewnętrzny spokój, pustkę, położyłam się i chwilę później usnęłam.
___________________________________________________________
BAM xD
No i przed wami rozdział 3 :)
Nie przedłużając życzę wam miłej lektury :)
Andzi xx ;*
piątek, 8 stycznia 2016
Rozdział 2 ~ „Wypierasz to.”
'Drogi pamiętniku przeżyłam. Udało mi się. Powiedziałam że wszystko jest dobrze pewnie jakieś sto razy, ale przetrwałam. Kolejne dni będę już coraz łatwiejsze, przynajmniej mam taką nadzieję. Poznałam dzisiaj chłopaka, ma na imię Jayden, jest taki uroczy. Boję się tylko mu zaufać, mamo gdybyś tu była wszystko byłoby inaczej. Ja byłabym inna. Wszystko byłoby inne.'
Zamknęłam zeszyt ze łzami w oczach. Tak bardzo ich potrzebuję, tak bardzo tęsknię za nimi. Chciałabym, żeby tu byli, naprawdę.
Moje
melancholijne przemyślenia przerwał dzwonek. Spojrzałam na zegarek, hmm 21;30.
Kto o tej prze mógłby do nas przyjść? Zeszłam na dół, a ponieważ Angie się
kąpała, a Lucas jak zwykle słuchał muzyki na słuchawkach musiałam otworzyć
drzwi. Jestem w samej koszulce, więc widać każdy ślad od żyletki oraz od igły
na mojej lewej ręce. Schowałam ją za siebie, po czym otworzyłam drzwi. Nikogo
tam nie było, o co chodzi? Może mam już jakieś omamy, słyszę coś czego tak
naprawdę nie ma?
-Och Violka, co to ćpanie z Tobą robi? - Szepnęłam do siebie i wróciłam do pokoju. Ułożyłam się do łóżka, wstrzyknęłam sobie dawkę morfiny, która uśpiła mnie jak matka swoje małe dziecko. Tak dobrze się śpi, kiedy majka otula cię do snu w swoich ramionach. Wtedy nie ma żadnych zmartwień, problemów, a bezsenność nie istnieje, wszystko jest lepsze.
-Och Violka, co to ćpanie z Tobą robi? - Szepnęłam do siebie i wróciłam do pokoju. Ułożyłam się do łóżka, wstrzyknęłam sobie dawkę morfiny, która uśpiła mnie jak matka swoje małe dziecko. Tak dobrze się śpi, kiedy majka otula cię do snu w swoich ramionach. Wtedy nie ma żadnych zmartwień, problemów, a bezsenność nie istnieje, wszystko jest lepsze.
Ranek jak
zawsze taki sam. Majka, ogarnięcie twarzy, śniadanie, którego z dnia na dzień
jem coraz mniej, później znowu majka, ogarnięcie twarzy i do szkoły. Czyżby
upragniona stabilizacja?
W drodze do
szkoły spotkałam Jaydena, zastanawiał się czy skręcić w lewo, czy w prawo. Trochę
to śmieszne, ale zrozumiałe, w końcu jest tu nowy. Powiedziałam mu, gdzie iść i
zaproponowałam, że do liceum możemy chodzić razem. Wymieniliśmy się numerami i
okazało się, że przechodzi obok mojego domu, więc dobrze się składa. Kiedy tak
szliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Już dawno nie przeżyłam tego, już dawno
nie uśmiechałam się tak długo i z tak błahych powodów.
-Długo tu mieszkasz? - Pyta.
-Od dziecka. - Zaśmiałam się. - A Ty na ile tu zostajesz?
-Wiesz to nie do końca zależy ode mnie. - Odparł.
-Rozumiem, rodzice. - Powiedziałam.
-Niezupełnie. - Nie rozumiałam. - Przyjechałem tu z bratem, nie z rodzicami. Rodzice nie żyją. Już dość długo. - Wyznał.
-Przykro mi. - Wiem jak to jest, naprawdę mu współczuję. Skoro zmarli dawno pewnie był bardzo młody. Musiał to przeżywać gorzej niż ja.
-Razem z Leonem dajemy radę. – Spojrzałam pytająco. – Leon to mój brat, może kiedyś go poznasz. – Wyjaśnił widząc moje spojrzenie.
-Dobrze, możecie zawsze liczyć na mnie, Lucasa i moją ciocię. Gdyby coś, to nie krępujcie się.
-Ciocia? - Zapytał. Fuck! Miałam mu nie mówić. No ale trudno, czuję, że mogę mu ufać, naprawdę.
-Tak, nasi rodzice nie żyją od 6 miesięcy. – Spuściłam głowę.
-Przykro mi, naprawdę. To jeszcze dla Ciebie świeża rana, ale mogę zapytać co się stało? – Mówił ze skruchą.
-Przestań. Nie zniosę jak jeszcze chociaż jedna osoba mi powie, że jest jej przykro, że mi współczuje. Naprawdę jest już dobrze. Przetrwałam to. To był wypadek, jechałam z nimi samochodem, spadliśmy z mostu. Nie wiadomo w jaki sposób przeżyłam, to cud. – Wyznałam.
-Wypierasz to. – Oznajmił.
-Słucham? – Zapytałam.
-Wypierasz ból, tęsknotę, wypierasz to, że Ci ich brakuje. Albo po prostu zakładasz maskę, udajesz, że jest dobrze, prawda? Tak naprawdę rozpierdala Cię od środka. Ten uśmiech jest na pozór, chcesz oszukać wszystkich dookoła. – Zatrzymał się i chwycił mnie za ramiona. – Przede mną nie musisz kłamać Violu. Naprawdę, nie chce tego fałszywego uśmiechu. Chociaż jest śliczny, nie chce go. Wolałbym, żebyś w końcu wyrzuciła to z siebie. Rozumiesz? – Po moim policzku popłynęła łza. Nie, nie, nie możesz. Do cholery! Nie możesz płakać. Znasz go dopiero drugi dzień. Nie, nie, nie. Spojrzałam na niego. Te oczy, teraz to widzę. Gdzieś go już kiedyś widziałam. Łzy płyną po policzku, a ja patrzę w te oczy i zastanawiam się, gdzie? Gdzie go widziałam? Przytulił mnie. W jego ramionach jest mi dobrze, czuję się bezpiecznie. Chce tu już zostać, w tym miejscu nic mi już nie grozi, czuję jakbym już w nich kiedyś była, ale jak to możliwe? Koniec rozmyślań, nie możemy tak stać w nieskończoność, chociaż byłoby wtedy cudownie. Odsunęłam się.
-Przepraszam. – Szepnęłam. – Chodźmy. – Powiedziałam głośniej. Jeszcze raz spojrzałam, w te oczy. Po czym odwróciłam się i udałam się dalej do szkoły. Po chwili Jayden był obok mnie. Szliśmy w ciszy, w którymś momencie poczułam jak łapie mnie za rękę. Spojrzałam na niego, on na mnie.
-Wszystko będzie dobrze, uwierz. – Szepnął, a po kilku sekundach puścił moją dłoń. Nie, nie, nie, było tak cudownie. Nie wiem o co chodzi, ale jest w nim coś co mnie do niego przyciąga.
-Długo tu mieszkasz? - Pyta.
-Od dziecka. - Zaśmiałam się. - A Ty na ile tu zostajesz?
-Wiesz to nie do końca zależy ode mnie. - Odparł.
-Rozumiem, rodzice. - Powiedziałam.
-Niezupełnie. - Nie rozumiałam. - Przyjechałem tu z bratem, nie z rodzicami. Rodzice nie żyją. Już dość długo. - Wyznał.
-Przykro mi. - Wiem jak to jest, naprawdę mu współczuję. Skoro zmarli dawno pewnie był bardzo młody. Musiał to przeżywać gorzej niż ja.
-Razem z Leonem dajemy radę. – Spojrzałam pytająco. – Leon to mój brat, może kiedyś go poznasz. – Wyjaśnił widząc moje spojrzenie.
-Dobrze, możecie zawsze liczyć na mnie, Lucasa i moją ciocię. Gdyby coś, to nie krępujcie się.
-Ciocia? - Zapytał. Fuck! Miałam mu nie mówić. No ale trudno, czuję, że mogę mu ufać, naprawdę.
-Tak, nasi rodzice nie żyją od 6 miesięcy. – Spuściłam głowę.
-Przykro mi, naprawdę. To jeszcze dla Ciebie świeża rana, ale mogę zapytać co się stało? – Mówił ze skruchą.
-Przestań. Nie zniosę jak jeszcze chociaż jedna osoba mi powie, że jest jej przykro, że mi współczuje. Naprawdę jest już dobrze. Przetrwałam to. To był wypadek, jechałam z nimi samochodem, spadliśmy z mostu. Nie wiadomo w jaki sposób przeżyłam, to cud. – Wyznałam.
-Wypierasz to. – Oznajmił.
-Słucham? – Zapytałam.
-Wypierasz ból, tęsknotę, wypierasz to, że Ci ich brakuje. Albo po prostu zakładasz maskę, udajesz, że jest dobrze, prawda? Tak naprawdę rozpierdala Cię od środka. Ten uśmiech jest na pozór, chcesz oszukać wszystkich dookoła. – Zatrzymał się i chwycił mnie za ramiona. – Przede mną nie musisz kłamać Violu. Naprawdę, nie chce tego fałszywego uśmiechu. Chociaż jest śliczny, nie chce go. Wolałbym, żebyś w końcu wyrzuciła to z siebie. Rozumiesz? – Po moim policzku popłynęła łza. Nie, nie, nie możesz. Do cholery! Nie możesz płakać. Znasz go dopiero drugi dzień. Nie, nie, nie. Spojrzałam na niego. Te oczy, teraz to widzę. Gdzieś go już kiedyś widziałam. Łzy płyną po policzku, a ja patrzę w te oczy i zastanawiam się, gdzie? Gdzie go widziałam? Przytulił mnie. W jego ramionach jest mi dobrze, czuję się bezpiecznie. Chce tu już zostać, w tym miejscu nic mi już nie grozi, czuję jakbym już w nich kiedyś była, ale jak to możliwe? Koniec rozmyślań, nie możemy tak stać w nieskończoność, chociaż byłoby wtedy cudownie. Odsunęłam się.
-Przepraszam. – Szepnęłam. – Chodźmy. – Powiedziałam głośniej. Jeszcze raz spojrzałam, w te oczy. Po czym odwróciłam się i udałam się dalej do szkoły. Po chwili Jayden był obok mnie. Szliśmy w ciszy, w którymś momencie poczułam jak łapie mnie za rękę. Spojrzałam na niego, on na mnie.
-Wszystko będzie dobrze, uwierz. – Szepnął, a po kilku sekundach puścił moją dłoń. Nie, nie, nie, było tak cudownie. Nie wiem o co chodzi, ale jest w nim coś co mnie do niego przyciąga.
Po wejściu
do szkoły rozeszliśmy się w swoje strony. On do pokoju nauczycielskiego, ja do
Lu i Fran.
-Hej. – Rzuciłam, kiedy do nich podeszłam.
-Weszłaś do szkoły z tym nowym, dlaczego? – Zaczęła zadawać pytania Lu, jak zawsze chce wiedzieć wszystko.
-To zabawne, spotkałam go jak szłam. Zastanawiał się w którą drogę skręcić. – Zaśmiałam się sztucznie.
-Ale jakie jest z niego ciacho, widzisz? Myślę, że ty mu się podobasz. – Odparła blondynka, na co Francesca zaczęła się śmiać. – A w sumie, przecież podobasz się każdemu w tej szkole, a nawet w mieście.
-Przestań gadać głupoty i lepiej chodźmy na lekcje. – Powiedziałam na co dziewczyny przytaknęły i śmiejąc się poszłyśmy na angielski.
-Hej. – Rzuciłam, kiedy do nich podeszłam.
-Weszłaś do szkoły z tym nowym, dlaczego? – Zaczęła zadawać pytania Lu, jak zawsze chce wiedzieć wszystko.
-To zabawne, spotkałam go jak szłam. Zastanawiał się w którą drogę skręcić. – Zaśmiałam się sztucznie.
-Ale jakie jest z niego ciacho, widzisz? Myślę, że ty mu się podobasz. – Odparła blondynka, na co Francesca zaczęła się śmiać. – A w sumie, przecież podobasz się każdemu w tej szkole, a nawet w mieście.
-Przestań gadać głupoty i lepiej chodźmy na lekcje. – Powiedziałam na co dziewczyny przytaknęły i śmiejąc się poszłyśmy na angielski.
W trakcie zajęć widziałam Jaydena kilka razy na korytarzu, ale kiedy widziałam, że
chciał podejść w moją stronę posyłałam mu przepraszający uśmiech i odchodziłam.
Otworzyłam się rano przed nim i ten fakt ogromnie mnie przeraża.
Kiedy skończyły się lekcje razem z dziewczynami wracałam do domu. Umówiłyśmy się dzisiaj na ognisku koło jeziora. Zastanawiam się czy wziąć ze sobą Jaydena. Napisać do niego i zapytać? Czy to dobry pomysł? W ogóle powinnam iść, a jak nie wytrzymam tam długo bez ćpania? Co wtedy? Nie wiem. Wiem jedno, miałam zacząć wychodzić do ludzi. Więc koniec zastanawiania. Idziemy i kropka.
Kiedy skończyły się lekcje razem z dziewczynami wracałam do domu. Umówiłyśmy się dzisiaj na ognisku koło jeziora. Zastanawiam się czy wziąć ze sobą Jaydena. Napisać do niego i zapytać? Czy to dobry pomysł? W ogóle powinnam iść, a jak nie wytrzymam tam długo bez ćpania? Co wtedy? Nie wiem. Wiem jedno, miałam zacząć wychodzić do ludzi. Więc koniec zastanawiania. Idziemy i kropka.
Do Jayden Verdas
Hej. Co powiesz na ognisko? Dziś wieczorem nad jeziorem.
V. xx
Hej. Co powiesz na ognisko? Dziś wieczorem nad jeziorem.
V. xx
Od Jayden Verdas
Jasne. Przyjdę po Ciebie o 18. Pasuje?
Jasne. Przyjdę po Ciebie o 18. Pasuje?
Do Jayden
Idealnie :)
Idealnie :)
Zmieniłam
nazwę, będę pamiętać, który Jayden. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Co się z Tobą
dzieje Violka?!
Równo o 18
usłyszałam dzwonek do drzwi. Założyłam skórzaną kurtkę i zeszłam na dół. Angie
już zdążyła otworzyć drzwi.
-Hej. – Powiedziałam podchodząc do cioci. – Angie to jest Jayden, Jayden to jest moja ciocia Angie.
-Miło panią poznać. – Uśmiechnął się.
-Mów mi po imieniu. – Rzuciła siostra mojej mamy.
-Dobrze Angie. Idziemy Violu? – Odezwał się do mnie.
-Tak. – Wyszłam za drzwi. – Pa. – Rzuciłam do cioci i poszłam się dobrze bawić. Przynajmniej taki mam plan.
-Hej. – Powiedziałam podchodząc do cioci. – Angie to jest Jayden, Jayden to jest moja ciocia Angie.
-Miło panią poznać. – Uśmiechnął się.
-Mów mi po imieniu. – Rzuciła siostra mojej mamy.
-Dobrze Angie. Idziemy Violu? – Odezwał się do mnie.
-Tak. – Wyszłam za drzwi. – Pa. – Rzuciłam do cioci i poszłam się dobrze bawić. Przynajmniej taki mam plan.
Na miejscu
lał się alkohol, ludzie bawili się, tańczyli, śpiewali. Niektórzy już byli tak
upojeni, że nie było z nimi kontaktu. Fran razem z Marco, z którym jest w
szczęśliwym związku od prawie 2 lat oraz Lu z Federico siedzieli na ławkach i
pili naszą ulubioną wódkę. Fede i Ludmi są razem od niedawna. Ale tworzą naprawdę
świetną parą, a co najważniejsze blondynka jest z nim szczęśliwa.
-No hej. W końcu jesteście. Myślałam, że się już rozmyśliłaś. – Odezwała się jak zwykle pierwsza Ludmiła.
-Spokojnie. Jestem. – Przysiedliśmy się do nich i zaczęliśmy pić, rozmawiać, bawić się wygłupiać jak za dawnych czasów.
Niedaleko nas za starym domkiem siedział Luca ze swoimi znajomymi. Źle mi było z tym, że on w wieku 15-stu lat wpiepsza się w takie środowisko. Ale sama nie jestem lepsza. Jeszcze przed samym wyjściem musiałam wejść w kanał bo bym nie wytrzymała.
Kiedy siedzieliśmy i wspólnie spędzaliśmy czas, podszedł do nas chłopak. Na oko starszy od nas jakieś trzy może nawet cztery lata. Swoją urodą przypominał nieco Jaydena. Może nawet był od niego przystojniejszy.
-O Leon. Cześć. – Odezwał się mój dzisiejszy towarzysz w stronę nieznajomego. Każdy spojrzał na niego zdziwiony. Chwila, już wiem. Przecież to jego brat, o którym mówił mi dzisiaj w drodze do szkoły. Są do siebie podobni.
-Siemka. Może tak przedstawiłbyś mi swoich nowych znajomych? – Zapytał Jaya.
-Aa tak. To jest Ludmiła, obok niej Federico. Dalej Francesca i Marco. A to jest Violetta. A wy poznajcie mojego brata Leona. – Chłopak był wyraźnie zdenerwowany pojawieniem się starszego brata. Zastanawiałam się dlaczego. Może zapytam się go w drodze powrotnej. Może..
-Dobra nie będę przeszkadzał wam tutaj, dość nie dobrze zareagowałeś na moje przyjście. – Poklepał brata po ramieniu. – Idę poszukać jakiegoś dobrego trunku. Dziewczyny też są tu niezłe więc na razie. – Nie czekał aż ktokolwiek mu odpowie. Odwrócił się i po chwili zniknął w tłumie
-Przepraszam za niego. – Odezwał się speszony Jayden.
-Nic się przecież nie stało. – Powiedziała Fran i za chwilę wróciliśmy do poprzednich czynności.
I tak minął dzień. W sumie nie było idealnie, ale
spędziłam trochę czas tak jak kiedyś. -No hej. W końcu jesteście. Myślałam, że się już rozmyśliłaś. – Odezwała się jak zwykle pierwsza Ludmiła.
-Spokojnie. Jestem. – Przysiedliśmy się do nich i zaczęliśmy pić, rozmawiać, bawić się wygłupiać jak za dawnych czasów.
Niedaleko nas za starym domkiem siedział Luca ze swoimi znajomymi. Źle mi było z tym, że on w wieku 15-stu lat wpiepsza się w takie środowisko. Ale sama nie jestem lepsza. Jeszcze przed samym wyjściem musiałam wejść w kanał bo bym nie wytrzymała.
Kiedy siedzieliśmy i wspólnie spędzaliśmy czas, podszedł do nas chłopak. Na oko starszy od nas jakieś trzy może nawet cztery lata. Swoją urodą przypominał nieco Jaydena. Może nawet był od niego przystojniejszy.
-O Leon. Cześć. – Odezwał się mój dzisiejszy towarzysz w stronę nieznajomego. Każdy spojrzał na niego zdziwiony. Chwila, już wiem. Przecież to jego brat, o którym mówił mi dzisiaj w drodze do szkoły. Są do siebie podobni.
-Siemka. Może tak przedstawiłbyś mi swoich nowych znajomych? – Zapytał Jaya.
-Aa tak. To jest Ludmiła, obok niej Federico. Dalej Francesca i Marco. A to jest Violetta. A wy poznajcie mojego brata Leona. – Chłopak był wyraźnie zdenerwowany pojawieniem się starszego brata. Zastanawiałam się dlaczego. Może zapytam się go w drodze powrotnej. Może..
-Dobra nie będę przeszkadzał wam tutaj, dość nie dobrze zareagowałeś na moje przyjście. – Poklepał brata po ramieniu. – Idę poszukać jakiegoś dobrego trunku. Dziewczyny też są tu niezłe więc na razie. – Nie czekał aż ktokolwiek mu odpowie. Odwrócił się i po chwili zniknął w tłumie
-Przepraszam za niego. – Odezwał się speszony Jayden.
-Nic się przecież nie stało. – Powiedziała Fran i za chwilę wróciliśmy do poprzednich czynności.
Poznałam przez ostatnie dni dwóch chłopaków. Jayden, uroczy, miły, troskliwy. I Leon, chłopak, o którym nie potrafię zapomnieć. Te piękne zielone oczy tkwią w mojej pamięci. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest.
Z tym młodszym mam coraz lepsze kontakty, ciągle piszemy smsy. Dzięki niemu mam ochotę na wyjście do ludzi, na zabawę, jest idealny, zawsze potrzebowałam kogoś kto sprawi, że będę szczęśliwa. Kiedy z nim jestem wszystko wydaje się prostsze. Nie chce go stracić, naprawdę. Przez tak krótki okres stał się dla mnie naprawdę ważną osobą, to wydaje się dość dziwne i niezrozumiałe, ale tak właśnie jest.
___________________________________________
Tak oto mamy dwójeczkę :)
Widzę że nie wszystkim się chyba do końca podoba wątek z ćpunką Violettą :) Spokojnie może coś z tym się niedługo wydarzy xD Ale nic nie zdradzam :)
Jak widzicie już wprowadziłam Leona :)
Zasmuciłam się trochę tym, że pod prologiem było 9 waszych komentarzy (za które bardzo, bardzo, bardzo dziękuję), no ale już pod rozdziałem pierwszym jest ich tylko 7 :/
Myślałam, że powinno być raczej tak, że z każdym rozdziałem będzie ich więcej, bądź tyle samo, ale nie sądziłam, że mniej :(
No ale cóż :)
Nie zanudzam was dłużej :) Miłej lektury ;*
papa xx
Andzii xx ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



