poniedziałek, 27 czerwca 2016

Hej

Na osłodę , cieszące się - Callie i Mariana :D





Hej!
Mam nadzieję, że mnie pamiętacie :)
Przez pewien okres czasu pisała dla was Andzi xx.
Jednakże zaczęłam się troszkę martwić, ponieważ rozdział miał się pojawić po tygodniu, ewentualnie dwóch, a nie ma ponad trzy. Więc napisałam do Andzi, jednakże nie otrzymałam odpowiedzi.

Przechodzę do sedna sprawy.
Nie wiem jak będzie dalej z blogiem.
Miała to być niespodzianka, ale...Jakoś pod koniec maja zaczęłam pisać dla was One Shot'a. Małymi kroczkami, bo nie byłam przekonana czy to dobry pomysł. Aczkolwiek opublikuję go wam. Jeszcze nie wiem kiedy, ponieważ nie jest skończony. Ale będzie.
Co do historii Andzi...Nie wiem. Jeśli nie otrzymam odpowiedzi do końca czerwca będę musiała chyba coś wymyślić.
Nie chcę wam już tyle mieszać, bo to nie ma sensu. Od mojego "odejścia" (tak naprawdę wciąż tu jestem, nie opuściłam was) były dwie autorki. Już i tak macie namieszane na tym blogu.
Niby mogłabym coś pisać dla was, ale po co? To byłoby wymuszone. Ciężko mi się pisze o Violetcie. A wydaje mi się, że historia jest lepsza, jeśli autorowi dobrze się ją pisze :)

Po co jest ta notka?
Bo nie chcę was zostawiać z niczym. Czułam potrzebę, żeby wam to wyjaśnić.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Alison <3

PS. Naprawdę wam polecam The Fosters. Jeden z moich ulubionych seriali :D
PS.2 Dajcie znać w komentarzu czy wciąż jesteście! :D

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 12~"Dziękuję, uratowałaś mnie. "






Jestem wampirem. Nie mogę w to uwierzyć. Ja, Violetta Castillo, dobra uczennica, najpopularniejsza osoba w szkole oraz zakompleksiona ćpunka, jestem potworem, który żywi się krwią. To nie jest możliwe!
Ale mimo wszystko, to mi się podoba. Jestem kimś innym niż byłam, zobaczyłam tak wiele rzeczy z innej perspektywy. To cudowne. Przez ostatnie tygodnie tak wiele się zmieniło. Leon pomagał mi odnaleźć się w tej sytuacji i to dzięki niemu jest ze mną coraz lepiej. Nie spodziewałam się, że jest tak kochany, opiekuńczy, troskliwy, potrafi wysłuchać, wesprze, pomoże.. Violka! Stop. Co do relacji między mną i Leonem, to trochę skomplikowane. Jesteśmy blisko, ale nie tak blisko.
Jayden? Od tamtego dnia, kiedy obudziłam się jako wampir, Jay nie odezwał się do mnie, Leona, czy jakiegokolwiek znajomego, a tym bardziej nie pojawił się w naszym domu. Tak, zamieszkałam w posiadłości Verdasów wraz z Lucasem. Dlaczego? Koło dwóch tygodni temu Angie trafiła do szpitala, nie dało się nic zrobić. Lekarze dawali jej kilka dni życia i ich diagnoza niestety się sprawdziła. Dzisiaj minął czwarty dzień od pogrzebu. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że młodszy Verdas przyjedzie przynajmniej na pogrzeb, ale mimo naszych nadziei i wiary w niego - nie pojawił się. Na szczęście miałam przy sobie Leona. Nie wiem jak by to wszystko wyglądało teraz, jeśli nie miałabym go przy sobie.
Lucas, oraz moje przyjaciółki wiedzą czym jestem. Oczywiście, był to dla nich ogromny szok, dowiedzieli się o czymś niemożliwym, a do tego ja zostałam w to zmieniona. Na szczęście już się przyzwyczaili.

-Violetta! - Usłyszałam krzyk Leona dochodzący z dołu.
-Na górze! - Odkrzyknęłam chłopakowi, który w mgnieniu oka pojawił się w progu mojego tymczasowego pokoju.
-Mam pomysł. Posłuchasz? - To naprawdę Verdas? Widzę radość w każdym jego ruchu, uśmiech jak u pięciolatka. Błysk szczęścia i podniecenia w oczach. Leon, chcę oglądać Cię takiego codziennie. Pierwszy raz widzę go takiego. Nie! Drugi. Pierwszy raz był na moście, kiedy upiliśmy się bourbonem i leżeliśmy na środku drogi, patrzyliśmy w gwiazdy i wtedy Leon pocałował mnie po raz drugi. Niezapomniana chwila. Pierwszy pocałunek miał miejsce na werandzie mojego domu, siedzieliśmy na huśtawce, dziękowałam mu, że pomaga mi, Lucasowi i Angie z jej chorobą. Nie wiem co byśmy bez niego zrobili. Mimo, że zachowuje się chłodno i każdy mówi, żebym się w to nie zagłębiała, kiedy z nim jestem jest cudownie. Jest wspaniałą osobą, trzeba go tylko dobrze poznać i na siłę wejść w jego życie, wnętrze.
-Tak, mów Leon. - Uśmiechnęłam się do niego, ale zamknęłam przed nim umysł, nie chciałam, żeby wyczytał ze mnie jak bardzo przyśpiesza moje serce kiedy widzę go takiego.
-Ty, ja i Europa. Co Ty na to? - Szczęście w jego oczach narastało z każdym wypowiedzianym do mnie słowem. Spojrzałam na niego pytająco. - Wyobraź sobie. Mamy koniec czerwca. Potrzebujesz odpoczynku, ostatni okres nie był zbyt odprężający. - To prawda. -Ty, ja, słońce, morze, każdy kraj Europy na inny dzień. Violetta, możemy wszystko. Jesteśmy tu, a w ciągu kilku minut możemy być w każdym miejscu na ziemi. Chcę pokazać Ci jak dobrze możemy się bawić. Spójrz, możemy zacząć od Anglii; Londyn, później nie wiem, może Francja; Paryż, Włochy, Holandia, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, co tylko zapragniesz na dany dzień. - Zamilkł na chwilę. A w jego dotąd uśmiechniętych oczach dostrzegłam niepokój. - Violu, powiedz coś. - Spojrzał na mnie i przechylił głowę lekko na prawo. Wygląda słodko, jest tak szczęśliwy. Nie potrafię mu odmówić. Wstałam i powoli do niego podeszłam, nadal nie otwierając umysłu. Stanęłam przed nim, spojrzałam w jego zielone, szczęśliwe oczy i rzuciłam mu się na szyję. - To znaczy, że się zgadzasz?
-Jak mogłabym Ci odmówić? - Przygryzłam dolną wargę.
-Jak chciałem wziąć Cię na randkę to się nie zgodziłaś. - Zażartował, chociaż wiem, że to nie było dla niego śmieszne. Mimo, że z Leonem jesteśmy teraz blisko. Nadal mam nadzieję, że Jayden wróci i wyjaśni mi swoje postępowanie. Dopiero wtedy będę potrafiła definitywnie zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Młodszy Verdas naprawdę jest dla mnie ważny i nadal zajmuję ważne miejsce w moim życiu. Nic tego nie zmieni.
-Nie wracajmy do tego Leon, niech liczy się tylko to tu, teraz. Przeszłość nie ma już tak ogromnego znaczenia. - Przytuliłam się do jego umięśnionego torsu.
-A Jay? - Zapytał, a w jego głosie można było wyczuć, złość, odrazę do brata i nawet cień smutku.
-Czekam aż wróci, fakt. Jednak jego powrót nie da rady zmienić nic co mamy razem, jestem przy Tobie szczęśliwa Leon. - Wyznałam i otworzyłam umysł. Żeby wiedział, że to co powiedziałam jest prawdą.
-Właśnie Violetta, Ty nadal na niego czekasz. Zostawił Cię, minęło już tak wiele tygodniu, a Ty nadal masz nadzieję, że on wróci. - Patrzy mi w oczy. To chyba nasza pierwsza rozmowa, w której jego umysł jest otwarty i można odczytać z niego wszystko.
-Leon, boisz się? - Mimo powstrzymywania się zapytałam go o to, co wydobyłam z jego myśli.
-Szczerze? - Przytaknęłam. - W cholerę. - Umilkł. A kiedy otworzyłam usta pokazał gestem, żeby poczekałam. - Boję się. Że wróci. Że do niego wrócisz. Że zostawisz mnie samą, albo będziesz chciała nas obu.
-Nie jestem jak Sophie. - Przerwałam mu.
-Wiem. - Szepnął i chwycił mnie za ręce. - Nie jesteś nawet w małym stopniu taka jak ona, mimo, że wyglądasz identycznie jesteś całkiem inna. - Pokręcił głową. - Violetto, jesteś dla mnie bardzo ważna, jako jedyna znasz mnie takiego jakim jestem naprawdę. Czuję, że przy Tobie mogę wszystko. Boję się, że kiedy on wróci Ty odejdziesz.
-Nigdzie się nie wybieram Leon.
-Wiem, że tyle razy Cię zraniłem. - Faktycznie tak było, na samym początku. Setki razy doprowadzał do tego, że moje serce pękało, miałam go za takiego jak wszyscy dookoła. Ale kiedy poznałam go bardzo dobrze, wiem, że Ci wszyscy nie mają racji. Kiedy prawie umierał, a ja chciałam dać mu lekarstwo, które zmieniło by go w człowieka wolał umrzeć niż stać się nim. Do dzisiaj mu to często wypominam. Leon jest zraniony i trzeba mu pomóc. - Chciałem Cię za to wszystko przeprosić.
-To dobrze. - Rzuciłam.
-Pozwól mi skończyć. Powiedziałem, że chciałem Cię przeprosić. Ale potem zrozumiałem, że nie żałuję. - Uśmiechnął się.
-Leon, wolałeś umrzeć, niż stać się człowiekiem i oczekiwałeś, a właściwie nadal oczekujesz, że ja to zaakceptuję.- Rzuciłam zdenerwowana.
-Nie powiedziałem, że masz to zaakceptować. Powiedziałem tylko, że nie żałuję. - No tak, wszystko skończyło się dobrze, a on nadal jest krwiopijcą. - Bo wiesz jaki jestem naprawdę? Powinnaś, samolubny, Violu.
-Nie jesteś. - Szepnęłam.
-Jestem. Bo dokonałem złych wyborów, które Cię zraniły. Tak, mówię to tu teraz i otwarcie. Wolałbym umrzeć niż stać się człowiekiem. - Zaczęłam się denerwować. - Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ileś tam lat z Tobą, tylko po to, żeby Cię stracić bo będę zbyt stary i chory, a Ty wciąż będziesz sobą. - I są, łzy w oczach. - Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ostatnie lata, pamiętając jak bardzo byłem z Tobą szczęśliwy. Wolałbym umrzeć teraz, dosłownie w tym momencie, niż przeżyć jako człowiek, wampir, czy ktokolwiek inny, chociaż jeden dzień bez Ciebie. Dlatego, że taki już jestem Violetto. I nie zamierzam się zmienić. I nie mana świecie przeprosin, które zawarłyby wszystkie powody, dla których nie jestem dobry dla Ciebie. - I poszło, łzy płyną po policzkach.
-Dobrze. - Szepnęłam. - W takim razie ja też nie żałuję. Nie żałuję, że Cię poznałam. Nie żałuję, że przez Ciebie zaczęłam wszystko poddawać w wątpliwość. Nie żałuję tego kim się stałam. Że po mojej śmierci, to Ty sprawiłeś, że naprawdę czuję, że żyję. Były chwilę, kiedy byłeś naprawdę zły. Dokonywałeś złych wyborów, a ze wszystkich wyborów, których ja dokonałam, ten może być najgorszy, ale nie żałuję tego, że się w Tobie zakochałam. - Spojrzał na mnie ze łzami w oczach, jejku Leon czy ja dobrze widzę? Jego oczy błysnęły szczęściem, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. - Kocham Cię Leon. Kocham Cię. - Pocałował mnie tak jak jeszcze nigdy, z miłością, namiętnością, nasze umysły stopiły się w jeden. Czułam jak wędruję po jego osobowości, a dodatkowo było mi tak dobrze jak nigdy wcześniej. Nagle zobaczyłam kajdany i łańcuchy, a przy nich stał chłopiec. Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, był tutaj skuty, nie mógł się ruszać i błagał o pomoc. Powiedział, że ma na imię Leon. Teraz? Jest wolny, biegnie w moją stronę i rzuca mi się w ramiona.
-Dziękuję, uratowałaś mnie. - Całuje mnie w policzek i znika, a ja wracam do rzeczywistości. Powoli Leon odrywa się od moich ust.
-Ja Ciebie też kocham, najbardziej na świecie. - Wtulam się w niego i czuję, że w tych ramionach mogę spędzić całe życie. Że to właśnie w nich jest moje miejsce na ziemi. I chce trwać, przy tym mężczyźnie już zawsze, przez dekady, wieki. Jestem z nim taka szczęśliwa i chcę dać mu takie szczęście, jakie on daje mi.

_____________________________________________
Udało mi się dodać dzisiaj :)
Następny rozdział w piątek za tydzień mam nadzieję, że mi się uda :)
A na weekend będę już w domu :)
Pozdrawiam wszystkich ;* xd
Miłej lektury ;*

Andzi xx ;*

piątek, 13 maja 2016

Rozdział 11~"Chcę zabrać od niej ten ból, pokazać jej inne, lepsze życie."





Poniedziałek.. Wstałam i znowu dawna monotonność wróciła, prysznic, soczewki, zejście na dół na śniadanie. Szklanka wody, bo na jedzenie nie mogę znowu patrzeć. Angie dziwnie na mnie patrzyła, oby nie zaczęła nic podejrzewać. Pytała dlaczego nie jem śniadania, wymyśliłam, że jakoś nie mam apetytu i kupię sobie coś po drodze.
Wzięłam torbę i wyszłam z domu, ruszyłam w stronę samochodu, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby nim jechać. Otworzyłam drzwi od kierowcy.
-Hej. - Usłyszałam za sobą. Cholera!
-Hej Jay. - Odpowiedziałam powoli się odwracając. Przytuliłam go.
-Jedziesz do szkoły? - Zapytał patrząc na mnie dość dziwnie. W sumie co się mu dziwić? Olewałam go przez cały weekend.
-Miałam taki zamiar. A Ty? - Posłałam mu uśmiech.
-Tak.
-Powieźć Cię? Wsiadaj. - Usiadłam za kierownicą, Jay okrążył samochód i usiadł obok mnie. Kiedy jechaliśmy czułam się niezręcznie. Atmosfera była bardzo napięta.
-Dlaczego nie odbierałaś telefonu? - Kurwa! Czekałam na to pytanie, ale nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Nie wiem. Chciałam odpocząć od tego wszystkiego, ostatnio dużo się wydarzyło. - Zaczęłam ściemniać.
-Coś się dzieje, Violu? - Patrzył na mnie z troską w oczach.
-Nie. - Spojrzałam na niego. - Naprawdę. - Zaparkowałam pod szkołą. Bez słowa wyszłam z samochodu i poczekałam aż on zrobi to samo. Przyciskiem przy kluczyku zamknęłam samochód i włączyłam alarm. Jayden wziął mnie za rękę i razem weszliśmy do szkoły, na szczęście pierwszej lekcji nie mieliśmy razem. Rozeszliśmy się do klas, odczekałam kilka minut w łazience i wyszłam ze szkoły. Udałam się do samochodu i nim pojechałam do chaty. 
-Nie poszłaś do szkoły? - Na wejściu zapytał mnie Mattew.
- Jak widać. - Uśmiechnęłam się i siadłam w fotelu Melki. Jak zwykle Philip zrobił mi zastrzyk i zapomniałam o otaczającym mnie świecie. 

Siedzieliśmy wszyscy, razem, spokojnie, aż w końcu drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wparował Leon, na co bardzo się zdziwiłam. Zmierzył wszystkich wzrokiem, aż w końcu spojrzał na mnie. Widziałam złość w jego oczach, a nawet cień ulgi.
-Jaja sobie robisz?! - Wybuchł.
-Leon. - Zaczęłam spokojnie.
-Co Ty w ogóle tutaj robisz?!
-Siedzi, nie widać? - Odezwał się Mattew.
-Morda. - Odpowiedział spokojnie Verdas.
-Nie radzę Ci tak do mnie mówić. - Chłopak wstał z kanapy i podszedł do wampira.
-Nie radzę Ci do niego podchodzić. - Ostrzegłam go.
-Lepiej jej posłuchaj. - Leon posłał mu triumfalny uśmiech. - Violetta idziemy.
-Mam się go bać? No nie żartuj. - Verdas spojrzał na Mattew'a. Uderzył go pięścią w twarz, chłopak upadł na kanapę.
-Nie wstawaj bo stanie Ci się krzywda. - Syknął w jego stronę - Chodź. - Zwrócił się do mnie.
-Ona nie chce iść. Nie widzisz? - Pojawił się obok mnie Philip. Nie tylko nie to, on niech się lepiej w to nie wtrąca.
-Violetta bez dyskusji. Idziemy! Musisz porozmawiać z Jayem.
-Nie teraz Leon.
-Jesteś naćpana? No bez jaj. Zobacz co ty ze sobą robisz. Czy ty przypadkiem nie byłaś na odtruciu? Chodź. - Pokręciłam przecząco głową, na co on użył wampirzej szybkości i po trzech sekundach siedzieliśmy w samochodzie. On kierował. Jechaliśmy prosto na posiadłość Verdasów. Co ja powiem Jayden'owi?
-Skąd wiedziałeś, że tam jestem? - Zapytałam go.
-Wyczułem Twoją aurę. - Odpowiedział szorstko.

Kilka chwil później siedzieliśmy w salonie przy kominku, w domu Leona i Jaya.
-Dlaczego znowu ćpasz? - Mój chłopak zadał mi to pytanie po raz piąty w ciągu ostatnich dwóch minut.
-Chcę Ci powiedzieć, ale nie mogę. Żeby Ci powiedzieć, będę musiała o tym myśleć, jeśli zacznę o tym myśleć to znowu zacznie boleć, a jak zacznie boleć to będę ryczeć. A wtedy znowu będę musiała zaćpać. - Wyznałam.
-Violetta, musisz mi to wytłumaczyć..
-Melka nie żyję. - Wybuchnęłam płaczem. Kiedy łzy lały się strumieniami po moich policzkach, Leon pojawił się obok mnie w mgnieniu oka i objął mnie ramionami. Tymczasem Jayden nie zrobił nic, wpatrywał się w nas jak w obrazek.
-To nie jest powód żeby ćpać. - Odezwał się kiedy w końcu się uspokoiłam. 
-Nie rozumiesz, wszyscy mi umierają. Mama, tata, Melka, Angie ma raka, niedługo zostanę sama z Lucasem. Jak dam sobie radę? A z Melką? Nawet się nie pożegnałam. Chciałam zapomnieć o tamtym ćpuńskim życiu. Olałam ich, łącznie z Melką. Ona umarła, a mnie nawet przy niej nie było. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. To wszystko tak cholernie boli. Zabierz ode mnie ten ból. - Ostatnie zdanie skierowałam do starszego Verdasa. - Proszę. Zatrzymaj to, Nie daje rady. - Szepnęłam. Leon wstał, wziął nożyk i przejechał sobie nim po wewnętrznej części dłoni. Wziął szklankę, kilka centymetrów nad nią zacisnął dłoń, przez co szklanka zaczęła napełniać się jego krwią. Podał mi szklankę, a rana po kilku sekundach zagoiła się. Krwi w szkle nie było za wiele.
-Napij się. - Polecił.
-Zwariowałeś?! - Krzyknął Jayden. - Chcesz ją przemienić w potwora?!
-Chcę zabrać od niej ten ból, pokazać jej inne, lepsze życie. - Wyjaśnił.
-Violetta, nie rób tego! - Nakazał mi Jay.
-Przepraszam. - Szepnęłam i wypiłam zawartość.

Obudziłam się po kilku godzinach, chociaż dla mnie trwało to jak parę minut. Leżałam na łóżku, a obok mnie siedział Leon. Nigdzie nie było Jaydena.
-Hej piękna. - Odezwał się. - Masz, pij. - Podał mi woreczek szpitalny, który był napełniony krwią. - Do dna. - Spojrzałam na to z obrzydzeniem, ale kiedy tylko poczułam zapach zawartości woreczka, wypiłam wszystko. - Grzeczna dziewczynka. - Zaśmiał się. - Witaj wśród nas.
-Czuję się lepiej. - Szepnęłam.
-Wiem, ale to nie potrwa długo, musisz się przez ten czas nauczyć zachowywać jak człowiek, później te uczucia wrócą ze zdwojoną siłą, ale do tej pory nauczę Cię je zatrzymać i kontrolować.
-Dziękuję Leon. - Posłałam mu uśmiech, - A gdzie jest Jayden? - Zapytałam na co on zrobił zmartwioną minę.
-Obawiam się, że przez jakiś czas będziemy tylko Ty i Ja. - Odpowiedział spokojnie. - Ale wiem, że on wróci. Za bardzo Cię kocha, żeby odejść na zawsze.

____________________________________________________
Dzisiaj krócej, przepraszam.
Niestety nie mam zbyt wiele czasu, koniec roku :(
Poprawiam oceny :( Na koniec gimnazjum świadectwo musi być idealne :/
Chcę iść do dobrej szkoły, dlatego przez maj, i połowę czerwca mogą pojawiać się małe opóźnienia lub deko krótsze rozdziały :(

Miłego czytania.
I proszę o wasze komentarze :(
Nie wiem czy przynajmniej połowie z osób czytających pasuje taka historia.
Chciałabym wiedzieć jak odbieracie to opowiadanie.

Andzi xx :*

piątek, 29 kwietnia 2016

Rozdział 10~"Dawno Cię tu nie było."






W końcu weekend. Nie chce mi się uczyć, a to już ostatni rok. Przecież muszę jak najlepiej napisać maturę. Dla rodziców. Siedzę w swoim pokoju, piątkowy wieczór, a ja jestem sama. Dlaczego? Nie wiem, ale przyda mi się taki odpoczynek od wszystkiego. W ostatnim czasie dzieje się tak wiele. Nie mam czasu dla siebie. Spacer! To idealny pomysł. Zarzuciłam kurtkę, wsunęłam buty i bez słowa wyszłam z domu. Muszę uciec na trochę od tego wszystkiego co mnie otacza. Dawno tego nie robiłam.
Ostatni raz spacerowałam jeszcze w wakacje. Byłam spizgana, wyszłam z domu w kapciach około godziny 22 i szłam przed siebie. Patrzyłam na ludzi, na to jak spieszą się, wracają z pracy do swoich domów i nie zwracają uwagi na to wszystko co dzieje się dookoła nich.
Wyglądało to dokładnie tak jak teraz. Ja szłam i patrzyłam na każdy szczegół otaczający mnie. Miasto jest piękne wieczorem, oświetlone, nastrojowe i doskonałe do rozmyśleń. Nieświadomie nogi poniosły mnie pod blok, w którym mieszka Philip. Chłopak jest starszy ode mnie o dwa lat, mieszka tu sam. To właśnie z nim zaćpałam pierwszy raz. Wspomnienia wróciły i przelatywały mi przed oczami jakby były kilkusekundowymi filmami.

Siedzę w kawiarni czy restauracji, jak kto woli to nazwać, na rogu N Ardmore Ave i Malrose Ave. W Prael Thai Restaurant niedaleko szkoły, do której przestałam chodzić po tej katastrofie. Kiedy siedziałam patrząc przed siebie nic nie widzącym wzrokiem i pijąc kawę, dosiadł się do mnie chłopak. Na oko w moim wieku może ciut starszy. 
-Coś się stało? - Zapytał mnie ze słyszalną w głosie troską. Lekko się zdziwiłam, chciałam mu powiedzieć, żeby się odwalił i sobie poszedł. Tak jak zrobiłaby to dawno Violetta Castillo. Tyle słów przebiegło mi przez myśl. Ale ostatecznie nie powiedziałam nic. - Ej. Może mógłbym Ci jakoś pomóc? - Byłam wtedy jeszcze w szoku po wypadku. Nie wiedziałam dlaczego, ale pierwszy raz nie umiałam wypowiedzieć słowa. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach. - Nazywam się Philip. - Uśmiechnął się. Kiedy ujrzałam ten cudowny uśmiech, wiedziałam, że ten chłopak zmieni coś w moim życiu. 
-Jestem Violetta. - W końcu się odezwałam. 
-Chcesz pogadać? 
-Zazwyczaj nie rozmawiam z nieznajomymi o problemach. - Odparłam. - Zwykle nie mam problemów. - Dodałam ciszej, a łza pociekła po moim policzku.
-Już się znamy. - Posłał mi lekki uśmiech. - Chodź. - Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Zdziwiłam się i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Chodź. - Powtórzył. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć ale po chwili zamknęłam je i podałam rękę chłopakowi. Złapał mnie za nią i prowadził. Po kwadransie staliśmy pod blokiem. - Tu mieszkam, zapamiętaj drogę. - Rzekł i weszliśmy do środka.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, po co mam ją zapamiętać. Nawet nie pomyślałam o tym, że mieszkanie w tym bloku będzie moim drugim domem.

W środku było pełno ludzi. Oblegali kanapy, fotele i duże parapet pod oknami w trzech pokojach. Ominęliśmy je. Podeszliśmy do czwartego pokoju, do którego drzwi były zamknięte. Philip nacisnął na klamkę i otworzył je. Pokój był pusty, weszliśmy do niego. Nie wiedziałam co robić. Bałam się. Nawet w pewnym momencie chciałam uciec, ale się uspokoiłam. Chłopak pokazał mi strzykawkę, którą napełnił jakąś substancją. Wbił mi ją w rękę, a właściwie w żyłę i opróżnił ją do niej. Nie bolało, a po chwili czułam się inaczej. Lepiej, bez problemów. Opowiedziałam chłopakowi całą moją historię. Później poszliśmy do jednego z pokoi i przedstawił mnie wszystkim. Mówili, że teraz jestem z nimi, że powinnam się zachowywać jak oni, że od dziś jestem hipiską. Tam było miło i dobrze, a co najważniejsze problemy nie istniały.

Teraz wiem, że są dwa rodzaje hipisów. Ci prawdziwi i my - ćpuny. Od tamtej pory przychodziłam tam codziennie.

Zawsze jeden z nich zachowywał się dziwnie kiedy wchodziłam do pokoju, w którym się znajdował. Trzymał mnie na dystans. Nie lubił mnie i dobrze, ja też go nie lubiłam. Miał na imię Mattew i często mówił, że pewnie dnia odejdę i wybiorę tamtych.

Nie umiałam wtedy pojąć jego gadania. Teraz już rozumiem. Wybrałam normalnych ludzi, przynajmniej w pewnym sensie. Przestałam tam przychodzić zupełnie z dnia na dzień, a teraz nawet już nie ćpam. Byłam na odtruciu, jestem czysta. Mattew miał rację.

Spędzałam tam całe dnie, czasem nawet noce. Dowiedziałam się, że to co lubię najbardziej to morfina. Jeden z najgorszych i najdroższych narkotyków. Najlepiej czułam się kiedy to Philip robił mi zastrzyk, spędzałam z nim całe dnie. Oprócz niego była tam też taka Melka. Ona nie brała zastrzyków. Wolała prochy, zawsze po nich kiwała się na fotelu, w którym siedziała od pierwszej mojej wizyty w bloku. Każdy wiedział, że to jej miejsce i nikt go jej nie zajmował. Opowiadała mi kim była i kim chce być. Czasem te jej opowieść nie były w najmniejszym calu prawdziwe ale uwielbiałam jej słuchać. Czytałam z nią książki, wyłapywałyśmy najlepsze cytaty. Później szłyśmy spać. Kiedy się budziłam, jej nie było. Philip mówił, że poszła do domu. Wtedy ja też wracałam, albo szłam do pokoju chłopaka, w którym pierwszy raz wszedł mi w żyłę. Kładłam się na łóżku obok niego, przytulałam go i usypiałam w jego ramionach. To było najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.

Wtedy tak myślałam.

To musi wyglądać dość dziwnie, a dla niektórych nawet śmiesznie. Stojąca na chodniku dziewczyna ze łzami w oczach, patrząca na znajdujący się po drugiej drugiej stronie ulicy blok. Trzymająca się za rękę, na której nadal jest mnóstwo blizn, o których nie wie nikt oprócz Jaydena i chłopaka z bloku.
-Cześć. - Usłyszałam smutny, znajomy głos, który wyrwał mnie z rozmyśleń. Bałam się spojrzeć. - Odwiedziłaś nas w końcu. - Spojrzałam w prawo i zobaczyła go, stał obok mnie, Philip. Patrzyłam na niego i widziałam jak bardzo się zmienił od chwili kiedy widziałam go po raz ostatni. Oj Philip, coś ty z sobą zrobił? Czy widzisz do jakiego stanu się doprowadziłeś? Philip! Ty umierasz. Musisz coś z tym zrobić.
-Cześć. - Szepnęłam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Tak długo o nim nie myślałam, starałam się wyrzucić go ze wspomnień. Chciałam przestać pamiętać tych wszystkich ludzi, którzy całe dnie spędzali w tym jego cholernym mieszkaniu. Niech każdy myśli, że Mattew miał rację, nie obchodzi mnie to. Ale podświadomość przyprowadziła mnie tutaj, dlaczego?
-Długo Cię nie widziałem. - Posłał mi uśmiech. Nie taki co kiedyś, ten był inny, smutny, zmęczony, nie wiem jaki, na pewno inny.. Philip, gdzie ten uśmiech, którym zarażałeś innych? Ten, który uwielbiałam kiedyś oglądać. - Dawno Cię tu nie było.
-Tak. - Patrzyłam na niego nadal. Mimo zaćpanej twarzy widziałam w nim starego Philipa. Chłopaka, w którym się kiedyś zakochałam. Kiedy go spotkałam po raz pierwszy, byłam nim oczarowana. Później pokazał mi coś wspaniałego dającego ukojenie, ulgę i spokój. Dawał mi wsparcie i był zawsze przy mnie kiedy potrzebowałam. To nie była miłość, później to po prostu przyzwyczajenie, wdzięczność, przyjaźń. Był dla mnie jak brat, z którym się robi rzeczy, których nie powinno. Kochałam go, i nadal kocham. Nie jak partnera czy chłopaka, bardziej jak właśnie takiego starszego brata.
-Wejdziesz? - Zapytał. - Ludzie na pewno się ucieszą. - Zobaczyłam na jego twarzy cień uśmiechu.
-Nie wiem czy powinnam. - Odparłam.
-Chodź. - Wyciągnął rękę ja patrzyłam na niego. - No chodź. - Powtórzył. Robił tak zawsze. Od pierwszego dnia naszej znajomości. Nie uznawał sprzeciwu. Chwyciłam jego rękę i w ciszy przeszliśmy na drugą stronę ulicy. Weszliśmy do bloku, a tam po schodach na trzecie piętro. Weszliśmy do mieszkania. Wystrój nie uległ zmianę, ale mieszkanie już nie tętniło życiem. Byli ludzie, zaćpani. Przywitali mnie, nie sądziłam, że naprawdę się ucieszą na mój widok. Mattew patrzył na mnie, wydawało mi się, że nawet się uśmiechnął. Usiedliśmy z Philipem tam gdzie zawsze. Na przeciwko fotela Melki ale fotel był pusty. Nie było tam dziewczyny. Patrzyłam na niego przez chwilę. Nie mogłam nigdy sobie wyobrazić jakby to było, gdybym kiedyś przyszła, a przedmiot stałby pusty. Już wiem jak.
-Gdzie jest Melka? - Spytałam cicho, tak jakbym pytała o to siebie.
-Ona.. - Philip urwał, tak jakby nie wiedział co ma powiedzieć.
-Nie. - Łzy stanęły w moich oczach. - Nie.
-Uspokój się. - On też miał łzy w oczach. Mówił do mnie spokojnie.
-Nie! - Krzyknęłam, a wszyscy ucichli.
-Viola, proszę.
-Gdzie jest Melka? - Ponowiłam pytanie, a łzy po policzkach płynęły strumieniami. Philip pokręcił głową.
-Nie żyje. - Szepnął.
-Nie. Proszę, nie! To nie może być prawda. - Schowałam twarz w dłonie i rozpłakałam się na dobre.
-Sądziłem, że wiesz. - Mówił cicho. - Myślałem, że dlatego tu przyszłaś.
-Kiedy to się stało? - Spojrzałam na niego. Po jego policzku spłynęła łza.
-W czwartek. - Dwa dni temu. Nie mogę w to uwierzyć. Przytuliłam się do niego i płakałam. Takie jest narkomańskie życie. Z dnia na dzień umierasz. Zostają po Tobie wspomnienia.
-Nawet się z nią nie pożegnałam. - Szlochałam.
-Chcesz? - Zapytał. Wiedziałam o co mu chodzi. Pokiwałam głową. Wstał i odszedł, po chwili wrócił ze strzykawką. - Majka. - Rzucił, a chwilę po tym już wchodził mi w kanał. Kilka minut później poczułam spokój, taki, jakiego dawno nie czułam. Usiadłam w fotelu Melki. - Od dzisiaj jest Twój. - Skinęłam na znak zgody, mogło to oznaczać też ponowne wpiepszanie w to gówno i znowu bywanie tutaj. A co z Jaydenem? Szkołą? Ludmiłą? Francescą? A nawet Leonem? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Mam majkę. Nie mam Melki.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam. A kiedy przyszłam nawet nie mam okazji Cię zobaczyć. - Szepnęłam sama do siebie słowa kierowane do przyjaciółki. Siedziałam w ciszy obserwując resztę i trzymając Philipa za rękę. Dawno nie byłam w takim stanie.
-Nie wierzyłem w to, że wrócisz. - Usłyszałam obok siebie głos, którego właścicielem był nie kto inny jak Mattew. - Ale wróciłaś. Jestem pod wrażeniem. - Uśmiechnął się do mnie. - Witaj w domu. - W życiu nie spodziewałam się, że kiedykolwiek usłyszę takie słowa od tego osoby. Cud. - Mi też jej brakuję. - Powiedział już ciszej.
-Nawet się z nią nie pożegnałam. - Szepnęłam i znowu zalałam się łzami.
-Csii. Wiem. - Przytulił mnie, to najdziwniejsza chwila w całym moim życiu. Melka nawet ty, optymistka, nie uwierzyłabyś w to. Melka gdzie jesteś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Dlaczego odeszłaś? A może tam jest Ci lepiej? Beze mnie? Bez nas? Bez prochów? Jak mogłaś nas tak zostawić? Chociaż nie mam do Ciebie pretensji. Mam nadzieję, że jestem tam szczęśliwa.

Zostałam tam do rana, siedziałam w fotelu Melki i wspominałam. Jak to wszystko będzie wyglądało bez niej? Nie mam pojęcia. Koło 5 wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i poszłam do pokoju, siadłam na łóżku i wpatrywałam się przed siebie nic niewidzącym wzrokiem.
O 9 zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, to Jayden. Co zrobić? Wzięłam telefon do ręki, popatrzyłam na imię mojego chłopaka i odłożyłam go na miejsce, na którym wcześniej leżał. Odzywał się jeszcze kilka razy ale już nie zwracałam na niego uwagi.

Wieczorem poszłam do "chaty" , tak nazywaliśmy mieszkanie Philipa. Zaćpałam i siedziałam w fotelu Melki, a właściwie już w moim fotelu. Nie wiem co robić dalej. Kolejna osoba odeszła. Dlaczego wszyscy ode mnie odchodzą? Tak bardzo chcę Melkę z powrotem. Philip znowu mnie przytulił, kiedy zaczęłam płakać. Wróciłam do domu po północy. Mnóstwo nieodebranych połączeń. Nie mam pojęcia jak przetrwać następny dzień. A to już poniedziałek..