niedziela, 3 lipca 2016

Przepraszam


Witam!

Ta notka powinna pojawić się parę tygodni temu, wiem.
Niestety trochę ostatnio moje życie się pokomplikowało, chyba nie chce żebym się zanudziła.
Trochę spraw spadło mi na głowę i nie potrafiłam sobie z nimi poradzić.
Ale wygląda na to, że moja psychika już wraca do normalności xD
A jutro rano pojawi się rozdział 13, także spokojnie nie mam zamiaru zostawić was z niedokończonym opowiadaniem, a wszystkie rozdziały nadrobię. 


Tak jak mówi tytuł najmocniej was przepraszam, że nikogo nie poinformowałam i tak po prostu zniknęłam bez słowa :( 
Dobranoc
Andzi xx

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Hej

Na osłodę , cieszące się - Callie i Mariana :D





Hej!
Mam nadzieję, że mnie pamiętacie :)
Przez pewien okres czasu pisała dla was Andzi xx.
Jednakże zaczęłam się troszkę martwić, ponieważ rozdział miał się pojawić po tygodniu, ewentualnie dwóch, a nie ma ponad trzy. Więc napisałam do Andzi, jednakże nie otrzymałam odpowiedzi.

Przechodzę do sedna sprawy.
Nie wiem jak będzie dalej z blogiem.
Miała to być niespodzianka, ale...Jakoś pod koniec maja zaczęłam pisać dla was One Shot'a. Małymi kroczkami, bo nie byłam przekonana czy to dobry pomysł. Aczkolwiek opublikuję go wam. Jeszcze nie wiem kiedy, ponieważ nie jest skończony. Ale będzie.
Co do historii Andzi...Nie wiem. Jeśli nie otrzymam odpowiedzi do końca czerwca będę musiała chyba coś wymyślić.
Nie chcę wam już tyle mieszać, bo to nie ma sensu. Od mojego "odejścia" (tak naprawdę wciąż tu jestem, nie opuściłam was) były dwie autorki. Już i tak macie namieszane na tym blogu.
Niby mogłabym coś pisać dla was, ale po co? To byłoby wymuszone. Ciężko mi się pisze o Violetcie. A wydaje mi się, że historia jest lepsza, jeśli autorowi dobrze się ją pisze :)

Po co jest ta notka?
Bo nie chcę was zostawiać z niczym. Czułam potrzebę, żeby wam to wyjaśnić.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.

Alison <3

PS. Naprawdę wam polecam The Fosters. Jeden z moich ulubionych seriali :D
PS.2 Dajcie znać w komentarzu czy wciąż jesteście! :D

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 12~"Dziękuję, uratowałaś mnie. "






Jestem wampirem. Nie mogę w to uwierzyć. Ja, Violetta Castillo, dobra uczennica, najpopularniejsza osoba w szkole oraz zakompleksiona ćpunka, jestem potworem, który żywi się krwią. To nie jest możliwe!
Ale mimo wszystko, to mi się podoba. Jestem kimś innym niż byłam, zobaczyłam tak wiele rzeczy z innej perspektywy. To cudowne. Przez ostatnie tygodnie tak wiele się zmieniło. Leon pomagał mi odnaleźć się w tej sytuacji i to dzięki niemu jest ze mną coraz lepiej. Nie spodziewałam się, że jest tak kochany, opiekuńczy, troskliwy, potrafi wysłuchać, wesprze, pomoże.. Violka! Stop. Co do relacji między mną i Leonem, to trochę skomplikowane. Jesteśmy blisko, ale nie tak blisko.
Jayden? Od tamtego dnia, kiedy obudziłam się jako wampir, Jay nie odezwał się do mnie, Leona, czy jakiegokolwiek znajomego, a tym bardziej nie pojawił się w naszym domu. Tak, zamieszkałam w posiadłości Verdasów wraz z Lucasem. Dlaczego? Koło dwóch tygodni temu Angie trafiła do szpitala, nie dało się nic zrobić. Lekarze dawali jej kilka dni życia i ich diagnoza niestety się sprawdziła. Dzisiaj minął czwarty dzień od pogrzebu. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że młodszy Verdas przyjedzie przynajmniej na pogrzeb, ale mimo naszych nadziei i wiary w niego - nie pojawił się. Na szczęście miałam przy sobie Leona. Nie wiem jak by to wszystko wyglądało teraz, jeśli nie miałabym go przy sobie.
Lucas, oraz moje przyjaciółki wiedzą czym jestem. Oczywiście, był to dla nich ogromny szok, dowiedzieli się o czymś niemożliwym, a do tego ja zostałam w to zmieniona. Na szczęście już się przyzwyczaili.

-Violetta! - Usłyszałam krzyk Leona dochodzący z dołu.
-Na górze! - Odkrzyknęłam chłopakowi, który w mgnieniu oka pojawił się w progu mojego tymczasowego pokoju.
-Mam pomysł. Posłuchasz? - To naprawdę Verdas? Widzę radość w każdym jego ruchu, uśmiech jak u pięciolatka. Błysk szczęścia i podniecenia w oczach. Leon, chcę oglądać Cię takiego codziennie. Pierwszy raz widzę go takiego. Nie! Drugi. Pierwszy raz był na moście, kiedy upiliśmy się bourbonem i leżeliśmy na środku drogi, patrzyliśmy w gwiazdy i wtedy Leon pocałował mnie po raz drugi. Niezapomniana chwila. Pierwszy pocałunek miał miejsce na werandzie mojego domu, siedzieliśmy na huśtawce, dziękowałam mu, że pomaga mi, Lucasowi i Angie z jej chorobą. Nie wiem co byśmy bez niego zrobili. Mimo, że zachowuje się chłodno i każdy mówi, żebym się w to nie zagłębiała, kiedy z nim jestem jest cudownie. Jest wspaniałą osobą, trzeba go tylko dobrze poznać i na siłę wejść w jego życie, wnętrze.
-Tak, mów Leon. - Uśmiechnęłam się do niego, ale zamknęłam przed nim umysł, nie chciałam, żeby wyczytał ze mnie jak bardzo przyśpiesza moje serce kiedy widzę go takiego.
-Ty, ja i Europa. Co Ty na to? - Szczęście w jego oczach narastało z każdym wypowiedzianym do mnie słowem. Spojrzałam na niego pytająco. - Wyobraź sobie. Mamy koniec czerwca. Potrzebujesz odpoczynku, ostatni okres nie był zbyt odprężający. - To prawda. -Ty, ja, słońce, morze, każdy kraj Europy na inny dzień. Violetta, możemy wszystko. Jesteśmy tu, a w ciągu kilku minut możemy być w każdym miejscu na ziemi. Chcę pokazać Ci jak dobrze możemy się bawić. Spójrz, możemy zacząć od Anglii; Londyn, później nie wiem, może Francja; Paryż, Włochy, Holandia, Niemcy, Hiszpania, Portugalia, co tylko zapragniesz na dany dzień. - Zamilkł na chwilę. A w jego dotąd uśmiechniętych oczach dostrzegłam niepokój. - Violu, powiedz coś. - Spojrzał na mnie i przechylił głowę lekko na prawo. Wygląda słodko, jest tak szczęśliwy. Nie potrafię mu odmówić. Wstałam i powoli do niego podeszłam, nadal nie otwierając umysłu. Stanęłam przed nim, spojrzałam w jego zielone, szczęśliwe oczy i rzuciłam mu się na szyję. - To znaczy, że się zgadzasz?
-Jak mogłabym Ci odmówić? - Przygryzłam dolną wargę.
-Jak chciałem wziąć Cię na randkę to się nie zgodziłaś. - Zażartował, chociaż wiem, że to nie było dla niego śmieszne. Mimo, że z Leonem jesteśmy teraz blisko. Nadal mam nadzieję, że Jayden wróci i wyjaśni mi swoje postępowanie. Dopiero wtedy będę potrafiła definitywnie zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Młodszy Verdas naprawdę jest dla mnie ważny i nadal zajmuję ważne miejsce w moim życiu. Nic tego nie zmieni.
-Nie wracajmy do tego Leon, niech liczy się tylko to tu, teraz. Przeszłość nie ma już tak ogromnego znaczenia. - Przytuliłam się do jego umięśnionego torsu.
-A Jay? - Zapytał, a w jego głosie można było wyczuć, złość, odrazę do brata i nawet cień smutku.
-Czekam aż wróci, fakt. Jednak jego powrót nie da rady zmienić nic co mamy razem, jestem przy Tobie szczęśliwa Leon. - Wyznałam i otworzyłam umysł. Żeby wiedział, że to co powiedziałam jest prawdą.
-Właśnie Violetta, Ty nadal na niego czekasz. Zostawił Cię, minęło już tak wiele tygodniu, a Ty nadal masz nadzieję, że on wróci. - Patrzy mi w oczy. To chyba nasza pierwsza rozmowa, w której jego umysł jest otwarty i można odczytać z niego wszystko.
-Leon, boisz się? - Mimo powstrzymywania się zapytałam go o to, co wydobyłam z jego myśli.
-Szczerze? - Przytaknęłam. - W cholerę. - Umilkł. A kiedy otworzyłam usta pokazał gestem, żeby poczekałam. - Boję się. Że wróci. Że do niego wrócisz. Że zostawisz mnie samą, albo będziesz chciała nas obu.
-Nie jestem jak Sophie. - Przerwałam mu.
-Wiem. - Szepnął i chwycił mnie za ręce. - Nie jesteś nawet w małym stopniu taka jak ona, mimo, że wyglądasz identycznie jesteś całkiem inna. - Pokręcił głową. - Violetto, jesteś dla mnie bardzo ważna, jako jedyna znasz mnie takiego jakim jestem naprawdę. Czuję, że przy Tobie mogę wszystko. Boję się, że kiedy on wróci Ty odejdziesz.
-Nigdzie się nie wybieram Leon.
-Wiem, że tyle razy Cię zraniłem. - Faktycznie tak było, na samym początku. Setki razy doprowadzał do tego, że moje serce pękało, miałam go za takiego jak wszyscy dookoła. Ale kiedy poznałam go bardzo dobrze, wiem, że Ci wszyscy nie mają racji. Kiedy prawie umierał, a ja chciałam dać mu lekarstwo, które zmieniło by go w człowieka wolał umrzeć niż stać się nim. Do dzisiaj mu to często wypominam. Leon jest zraniony i trzeba mu pomóc. - Chciałem Cię za to wszystko przeprosić.
-To dobrze. - Rzuciłam.
-Pozwól mi skończyć. Powiedziałem, że chciałem Cię przeprosić. Ale potem zrozumiałem, że nie żałuję. - Uśmiechnął się.
-Leon, wolałeś umrzeć, niż stać się człowiekiem i oczekiwałeś, a właściwie nadal oczekujesz, że ja to zaakceptuję.- Rzuciłam zdenerwowana.
-Nie powiedziałem, że masz to zaakceptować. Powiedziałem tylko, że nie żałuję. - No tak, wszystko skończyło się dobrze, a on nadal jest krwiopijcą. - Bo wiesz jaki jestem naprawdę? Powinnaś, samolubny, Violu.
-Nie jesteś. - Szepnęłam.
-Jestem. Bo dokonałem złych wyborów, które Cię zraniły. Tak, mówię to tu teraz i otwarcie. Wolałbym umrzeć niż stać się człowiekiem. - Zaczęłam się denerwować. - Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ileś tam lat z Tobą, tylko po to, żeby Cię stracić bo będę zbyt stary i chory, a Ty wciąż będziesz sobą. - I są, łzy w oczach. - Wolałbym umrzeć teraz, niż spędzić ostatnie lata, pamiętając jak bardzo byłem z Tobą szczęśliwy. Wolałbym umrzeć teraz, dosłownie w tym momencie, niż przeżyć jako człowiek, wampir, czy ktokolwiek inny, chociaż jeden dzień bez Ciebie. Dlatego, że taki już jestem Violetto. I nie zamierzam się zmienić. I nie mana świecie przeprosin, które zawarłyby wszystkie powody, dla których nie jestem dobry dla Ciebie. - I poszło, łzy płyną po policzkach.
-Dobrze. - Szepnęłam. - W takim razie ja też nie żałuję. Nie żałuję, że Cię poznałam. Nie żałuję, że przez Ciebie zaczęłam wszystko poddawać w wątpliwość. Nie żałuję tego kim się stałam. Że po mojej śmierci, to Ty sprawiłeś, że naprawdę czuję, że żyję. Były chwilę, kiedy byłeś naprawdę zły. Dokonywałeś złych wyborów, a ze wszystkich wyborów, których ja dokonałam, ten może być najgorszy, ale nie żałuję tego, że się w Tobie zakochałam. - Spojrzał na mnie ze łzami w oczach, jejku Leon czy ja dobrze widzę? Jego oczy błysnęły szczęściem, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. - Kocham Cię Leon. Kocham Cię. - Pocałował mnie tak jak jeszcze nigdy, z miłością, namiętnością, nasze umysły stopiły się w jeden. Czułam jak wędruję po jego osobowości, a dodatkowo było mi tak dobrze jak nigdy wcześniej. Nagle zobaczyłam kajdany i łańcuchy, a przy nich stał chłopiec. Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, był tutaj skuty, nie mógł się ruszać i błagał o pomoc. Powiedział, że ma na imię Leon. Teraz? Jest wolny, biegnie w moją stronę i rzuca mi się w ramiona.
-Dziękuję, uratowałaś mnie. - Całuje mnie w policzek i znika, a ja wracam do rzeczywistości. Powoli Leon odrywa się od moich ust.
-Ja Ciebie też kocham, najbardziej na świecie. - Wtulam się w niego i czuję, że w tych ramionach mogę spędzić całe życie. Że to właśnie w nich jest moje miejsce na ziemi. I chce trwać, przy tym mężczyźnie już zawsze, przez dekady, wieki. Jestem z nim taka szczęśliwa i chcę dać mu takie szczęście, jakie on daje mi.

_____________________________________________
Udało mi się dodać dzisiaj :)
Następny rozdział w piątek za tydzień mam nadzieję, że mi się uda :)
A na weekend będę już w domu :)
Pozdrawiam wszystkich ;* xd
Miłej lektury ;*

Andzi xx ;*

piątek, 13 maja 2016

Rozdział 11~"Chcę zabrać od niej ten ból, pokazać jej inne, lepsze życie."





Poniedziałek.. Wstałam i znowu dawna monotonność wróciła, prysznic, soczewki, zejście na dół na śniadanie. Szklanka wody, bo na jedzenie nie mogę znowu patrzeć. Angie dziwnie na mnie patrzyła, oby nie zaczęła nic podejrzewać. Pytała dlaczego nie jem śniadania, wymyśliłam, że jakoś nie mam apetytu i kupię sobie coś po drodze.
Wzięłam torbę i wyszłam z domu, ruszyłam w stronę samochodu, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby nim jechać. Otworzyłam drzwi od kierowcy.
-Hej. - Usłyszałam za sobą. Cholera!
-Hej Jay. - Odpowiedziałam powoli się odwracając. Przytuliłam go.
-Jedziesz do szkoły? - Zapytał patrząc na mnie dość dziwnie. W sumie co się mu dziwić? Olewałam go przez cały weekend.
-Miałam taki zamiar. A Ty? - Posłałam mu uśmiech.
-Tak.
-Powieźć Cię? Wsiadaj. - Usiadłam za kierownicą, Jay okrążył samochód i usiadł obok mnie. Kiedy jechaliśmy czułam się niezręcznie. Atmosfera była bardzo napięta.
-Dlaczego nie odbierałaś telefonu? - Kurwa! Czekałam na to pytanie, ale nie wiem co mam mu powiedzieć.
-Nie wiem. Chciałam odpocząć od tego wszystkiego, ostatnio dużo się wydarzyło. - Zaczęłam ściemniać.
-Coś się dzieje, Violu? - Patrzył na mnie z troską w oczach.
-Nie. - Spojrzałam na niego. - Naprawdę. - Zaparkowałam pod szkołą. Bez słowa wyszłam z samochodu i poczekałam aż on zrobi to samo. Przyciskiem przy kluczyku zamknęłam samochód i włączyłam alarm. Jayden wziął mnie za rękę i razem weszliśmy do szkoły, na szczęście pierwszej lekcji nie mieliśmy razem. Rozeszliśmy się do klas, odczekałam kilka minut w łazience i wyszłam ze szkoły. Udałam się do samochodu i nim pojechałam do chaty. 
-Nie poszłaś do szkoły? - Na wejściu zapytał mnie Mattew.
- Jak widać. - Uśmiechnęłam się i siadłam w fotelu Melki. Jak zwykle Philip zrobił mi zastrzyk i zapomniałam o otaczającym mnie świecie. 

Siedzieliśmy wszyscy, razem, spokojnie, aż w końcu drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wparował Leon, na co bardzo się zdziwiłam. Zmierzył wszystkich wzrokiem, aż w końcu spojrzał na mnie. Widziałam złość w jego oczach, a nawet cień ulgi.
-Jaja sobie robisz?! - Wybuchł.
-Leon. - Zaczęłam spokojnie.
-Co Ty w ogóle tutaj robisz?!
-Siedzi, nie widać? - Odezwał się Mattew.
-Morda. - Odpowiedział spokojnie Verdas.
-Nie radzę Ci tak do mnie mówić. - Chłopak wstał z kanapy i podszedł do wampira.
-Nie radzę Ci do niego podchodzić. - Ostrzegłam go.
-Lepiej jej posłuchaj. - Leon posłał mu triumfalny uśmiech. - Violetta idziemy.
-Mam się go bać? No nie żartuj. - Verdas spojrzał na Mattew'a. Uderzył go pięścią w twarz, chłopak upadł na kanapę.
-Nie wstawaj bo stanie Ci się krzywda. - Syknął w jego stronę - Chodź. - Zwrócił się do mnie.
-Ona nie chce iść. Nie widzisz? - Pojawił się obok mnie Philip. Nie tylko nie to, on niech się lepiej w to nie wtrąca.
-Violetta bez dyskusji. Idziemy! Musisz porozmawiać z Jayem.
-Nie teraz Leon.
-Jesteś naćpana? No bez jaj. Zobacz co ty ze sobą robisz. Czy ty przypadkiem nie byłaś na odtruciu? Chodź. - Pokręciłam przecząco głową, na co on użył wampirzej szybkości i po trzech sekundach siedzieliśmy w samochodzie. On kierował. Jechaliśmy prosto na posiadłość Verdasów. Co ja powiem Jayden'owi?
-Skąd wiedziałeś, że tam jestem? - Zapytałam go.
-Wyczułem Twoją aurę. - Odpowiedział szorstko.

Kilka chwil później siedzieliśmy w salonie przy kominku, w domu Leona i Jaya.
-Dlaczego znowu ćpasz? - Mój chłopak zadał mi to pytanie po raz piąty w ciągu ostatnich dwóch minut.
-Chcę Ci powiedzieć, ale nie mogę. Żeby Ci powiedzieć, będę musiała o tym myśleć, jeśli zacznę o tym myśleć to znowu zacznie boleć, a jak zacznie boleć to będę ryczeć. A wtedy znowu będę musiała zaćpać. - Wyznałam.
-Violetta, musisz mi to wytłumaczyć..
-Melka nie żyję. - Wybuchnęłam płaczem. Kiedy łzy lały się strumieniami po moich policzkach, Leon pojawił się obok mnie w mgnieniu oka i objął mnie ramionami. Tymczasem Jayden nie zrobił nic, wpatrywał się w nas jak w obrazek.
-To nie jest powód żeby ćpać. - Odezwał się kiedy w końcu się uspokoiłam. 
-Nie rozumiesz, wszyscy mi umierają. Mama, tata, Melka, Angie ma raka, niedługo zostanę sama z Lucasem. Jak dam sobie radę? A z Melką? Nawet się nie pożegnałam. Chciałam zapomnieć o tamtym ćpuńskim życiu. Olałam ich, łącznie z Melką. Ona umarła, a mnie nawet przy niej nie było. Nie potrafię sobie tego wybaczyć. To wszystko tak cholernie boli. Zabierz ode mnie ten ból. - Ostatnie zdanie skierowałam do starszego Verdasa. - Proszę. Zatrzymaj to, Nie daje rady. - Szepnęłam. Leon wstał, wziął nożyk i przejechał sobie nim po wewnętrznej części dłoni. Wziął szklankę, kilka centymetrów nad nią zacisnął dłoń, przez co szklanka zaczęła napełniać się jego krwią. Podał mi szklankę, a rana po kilku sekundach zagoiła się. Krwi w szkle nie było za wiele.
-Napij się. - Polecił.
-Zwariowałeś?! - Krzyknął Jayden. - Chcesz ją przemienić w potwora?!
-Chcę zabrać od niej ten ból, pokazać jej inne, lepsze życie. - Wyjaśnił.
-Violetta, nie rób tego! - Nakazał mi Jay.
-Przepraszam. - Szepnęłam i wypiłam zawartość.

Obudziłam się po kilku godzinach, chociaż dla mnie trwało to jak parę minut. Leżałam na łóżku, a obok mnie siedział Leon. Nigdzie nie było Jaydena.
-Hej piękna. - Odezwał się. - Masz, pij. - Podał mi woreczek szpitalny, który był napełniony krwią. - Do dna. - Spojrzałam na to z obrzydzeniem, ale kiedy tylko poczułam zapach zawartości woreczka, wypiłam wszystko. - Grzeczna dziewczynka. - Zaśmiał się. - Witaj wśród nas.
-Czuję się lepiej. - Szepnęłam.
-Wiem, ale to nie potrwa długo, musisz się przez ten czas nauczyć zachowywać jak człowiek, później te uczucia wrócą ze zdwojoną siłą, ale do tej pory nauczę Cię je zatrzymać i kontrolować.
-Dziękuję Leon. - Posłałam mu uśmiech, - A gdzie jest Jayden? - Zapytałam na co on zrobił zmartwioną minę.
-Obawiam się, że przez jakiś czas będziemy tylko Ty i Ja. - Odpowiedział spokojnie. - Ale wiem, że on wróci. Za bardzo Cię kocha, żeby odejść na zawsze.

____________________________________________________
Dzisiaj krócej, przepraszam.
Niestety nie mam zbyt wiele czasu, koniec roku :(
Poprawiam oceny :( Na koniec gimnazjum świadectwo musi być idealne :/
Chcę iść do dobrej szkoły, dlatego przez maj, i połowę czerwca mogą pojawiać się małe opóźnienia lub deko krótsze rozdziały :(

Miłego czytania.
I proszę o wasze komentarze :(
Nie wiem czy przynajmniej połowie z osób czytających pasuje taka historia.
Chciałabym wiedzieć jak odbieracie to opowiadanie.

Andzi xx :*